Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 31 sierpnia 2025

|
 Wpatrywałem się w niego z zachwytem, nie mogąc uwierzyć w jego dobro. Nikt raczej nie lubi, kiedy to ktoś brudny go dotyka. Zwłaszcza, kiedy jest się czystym. Mój Miki jest tak czysty, że wręcz tym promienieje. Ja sam źle bym się czuł, gdybym w tej chwili go do siebie przytulił, nawet jeżeli ja mam na to ochotę. Nie, na przytulenie przyjdzie czas potem, kiedy będę taki sam, jak on. Ale teraz... ostrożnie, trochę niepewnie, chwyciłem jego dłoń. Dotknąłem tak niewielką część jego ciała, a i tak poczułem się źle, że go brudzę. 
- Chyba wolę poczekać, aż będę czysty.  Wtedy będę się czuć lepiej – powiedziałem cicho, uśmiechając się łagodnie. 
- Jeśli tak czujesz... mi jednak byś nie przeszkadzał. Ciężko pracujesz w pełnym słońcu, więc to normalne, że się pocisz – odpowiedział, delikatnie zaciskając palce. Nasze gesty były takie delikatne, niepewne, niewinne... takie inne. Przedziwne. Fascynujące. Ale też muszę uważać, by tej sytuacji nie popsuć. Tak bardzo chcę pokazać mu, jak bardzo mi na nim zależy, a jednocześnie tak bardzo się boję, że go spłoszę.
- Pocę się, bo jestem człowiekiem. Gdybym był normalnym aniołem, w ogóle bym się nie pocił – mruknąłem cicho, niezadowolony z tego faktu. Po prostu przy nim prezentowałem się tragicznie. I czułem się tragicznie. 
- Zawsze nim byłeś. I nic się nie zmieniło, teraz jedynie jesteś jego świadom. Dalej jesteś tym samym Soreyem, którego znam i którego kocham.
I znowu to powiedział. Znowu użył tego słowa, które rozpalało moje serce, i którego to nigdy nie słyszałem. Zawsze mi go brakowało... a on je mówi, tak po prostu. I jak tu nie mieć ochoty go przytulić? Ucałować, chwycić mocno za biodra i przyciągnąć do siebie. Swoją drogą jestem zaskoczony, jak szybko mi to powiedział... chyba, że nie chodzi mu o tę romantyczną miłość, tylko o platoniczną, ale to nie szkodzi. Ja jestem spragniony każdej miłości, żadną nie pogardzę. 
- Nie wiem, co zrobiłem takiego w swoim krótkim życiu, że mam ciebie – powiedziałem zachwycony, szczerząc się szeroko. Jakże już bym chciał, żeby już był koniec pracy, i żebym mógł w końcu z nim spędzić czas. - Powinniśmy już wracać do pracy – dodałem, zauważając w oknie gospodarza. Nie mogliśmy nadwyrężać jego gościnności i dobrego serca. - Jeszcze trochę i znów się widzimy – dodałem, unosząc jego dłoń, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek. 
- Będę czekać – powiedział, tak łagodnie i pięknie zarumieniony. 
Miki zostawił mnie samego z drewnem, z którym jeszcze przez chwilę powalczyłem, aż w końcu mogłem odłożyć siekierę i udać się na obiad. Chwyciłem za koszulkę, którą zdjąłem wcześniej, i pierwsze co to jednak się udałem do łazienki. Musiałem się umyć i przebrać, nie potrafiłbym siedzieć taki brudny wśród innych. Chłodna woda sprawiła, że poczułem się znacznie lepiej. W końcu świeży, w czystych ubraniach i mokrych włosach wróciłem na dół, już szukając wzrokiem mojej Owieczki. Starałem się ogarnąć bardzo szybko, by nie musiał na mnie długo czekać. Poprawiłem mokre włosy i od razu ruszyłem w jego kierunku. 
- Jestem. Wybacz za spóźnienie, nie chciałem, byś mnie musiał czuć podczas posiłku czuć – powiedziałem, uśmiechając się przepraszająco. 

<Owieczko? C:>

Etykiety