Mimo, że padnięty, czekałem, aż do mnie przyjdzie, tylko po to, by wtulić się w jego ciało. Byłem ledwo przytomny, kiedy się przy mnie kładł, ale wytrwałem. Nim całkowicie odpłynąłem poczułem jeszcze, jak Haru mnie do siebie tuli, a wtedy miałem już wszystko.
Obudziłem się dwie, może trzy godziny później. Haru nie spał, nawet nie wiem, czy w ogóle zasnął, ale w tej chwili gładził moje plecy. Powoli otworzyłem oczy, układając się tak, by móc na niego spojrzeć. Od razu dostrzegłem w jego pięknych oczach tę charakterystyczną iskierkę, którą tak uwielbiałem. Delikatnie przesunąłem palcem po jego policzku, wpatrując się w niego z zafascynowaniem i napawając się uczuciem, które w tej chwili przepełniało go. Jakie ono było niezwykłe. Czyste. Piękne... jak słońce po tygodniu ulewy. Albo jak babeczka po całym dniu restrykcyjnego jedzenia. Albo jak kocie malutkie łapki, które ugniatają twój brzuch. Ciężko było mi znaleźć odpowiednie słowa, które mogłyby to opisać, kojarzyły mi się one z tym wszystkim, co najlepsze. Jeżeli to jest zauroczenie... to czymże byłaby miłość? Ta jedna emocja otworzyła przede mną nowy świat... którego nigdy nie zgłębię. To, czym teraz obdarowuje mnie Haru, jest i będzie najlepsze, co dostanę. I co będę na zawsze trzymał w sercu, nawet kiedy w końcu on zorientuje się, że nie jestem wart tego wszystkiego. Zawsze będę mu wdzięczny, że mogłem być obdarzony tak czystym, bezwarunkowym, pozytywnym uczuciem. Uczucie nienawiści, czy zazdrości, znałem aż za dobrze. Najczęściej to właśnie wyczuwałem, kiedy spotykałem się z innymi ludźmi. Ale to, co oferował mi Haru... poczułem smutek na myśl, że to może się skończyć. Że on zobaczy, że tak naprawdę nie jestem go wart, że to zauroczenie mu przejdzie, a ja zostanę sam w świecie pełnym obłudy, nienawiści i zazdrości, w którym jeśli okażesz słabość zaraz cię pożrą.
Haru od razu zauważył moją zmianę nastroju, co go zmartwiło. Oczywiście, że zauważył. Ja mam swoje moce, on ma swoje zmysły. W ten sposób nic się nie ukryje ani przed nim, ani przede mną. Ale on też nigdy przede mną nic nie ukrywał, poza tym zauroczeniem, a to bardzo doceniałem. Szczerość była dla mnie bardzo ważna. Wśród tej obłudy i cwaniactwa była czymś nowym, czymś cennym.
- Wszystko w porządku? - zapytał, poprawiając delikatnie, jakby czule jeden z moich kosmyków.
- Mhm. W jak najlepszym – powiedziałem cicho, uśmiechając się do niego lekko. W końcu, w tej chwili wszystko było w porządku. Przyszłość tak się nie zapowiada... ale na razie skupię się na tym, co mam, korzystając z tego, póki mogę, i ile mogę.
- A jednak coś cię zasmuciło – drążył, bardzo chcąc się dowiedzieć, o co chodzi.
- Moja przyszłość. Ona... ona nie prezentuje się zbytnio wesoło – przyznałem, nie wchodząc w szczegóły.
- Wiesz, każdy jest kowalem własnego losu... kiedy już będziesz pełnoletni, będziesz mógł podejmować własne decyzje, a nie to, co ci każą inni – jego słowa były tak proste, czyste i niewinnie.
- Żebym był naprawdę wolny, to babka musiałaby mnie wydziedziczyć. Aż dziwne, że jeszcze tego nie zrobiła, skoro w ogóle jej na mnie nie zależy – powiedziałem cicho, spuszczając wzrok.
- Może to wcale nie jest tak. Może... może inaczej została wychowana, i ma problem z pokazywaniem emocji? I uważa, że surowe wychowanie jest dla ciebie najlepsze? - próbował mnie pocieszyć, ale ja swoje wiedziałem. Nigdy nie wyczułem w niej żadnej troski. Zawsze poczucie obowiązku, a kiedy wypowiadała się o mojej mamie, nawet coś, co mogło podchodzić pod nienawiść. Nie cierpiała tego, że płynęła we mnie ludzka krew, bo sprawiała, że byłem słabszy. Ukrywała to, bo przecież byłby skandal. I kazała mi ćwiczyć, by ukryć te słabości. To jest sposób na wyrażanie miłości?
- Może – odpowiedziałem, nie chcąc się mu żalić. To były moje problemy. Moje zmartwienia. Nie chcę go tym obarczać.
- Za to teraźniejszość jest bardzo miła. Proponuję nam skupić się właśnie na niej – powiedział, gładząc mój policzek.
- To już brzmi lepiej – odpowiedziałem, od razu wtulając się w jego dłoń. Chociaż lubiłem planować kilka kroków na przód, nasza relacja jest niepewna. Muszę więc z niej korzystać tak długo, póki mogę, brać garściami, i po prostu cieszyć się chwilą.
<Piesku? C:>