Od Mikleo CD Soreya

sobota, 30 sierpnia 2025

|
Na kuchni nie wydarzyło się nic szczególnego ani tym bardziej wartego zapamiętania. Wszystko przebiegło raczej spokojnie, bez niespodzianek czy większych emocji, dlatego w zasadzie niewiele mogłem mu opowiedzieć. Oczywiście miałem w planie podzielić się kilkoma drobiazgami, może opisać atmosferę, wspomnieć o rozmowach czy drobnych sytuacjach, które miały miejsce, ale nie jestem pewien, czy będzie to dla niego ciekawe albo chociaż odrobinę ekscytujące. Zastanawiam się, czy warto wchodzić w szczegóły, skoro całość była tak zwyczajna, a jednak czasem nawet w prostocie dnia kryje się coś, co może kogoś ucieszyć.
- Cóż, na kuchni jest całkiem miło. Nikt nie oczekuje ode mnie niczego, czego nie potrafiłbym zrobić. Jestem tam raczej do pomocy, a nie do samodzielnej pracy, robię to, co mi każą, słucham uważnie i odpowiadam grzecznie. Nie jestem największym fanem gotowania, ale mimo to, patrząc na twoją pracę, zdecydowanie wolę swoją. U mnie jest ciepło, to prawda, ale nie muszę się z niczym szarpać. Może jednak potrzebujesz pomocy? Może byłbym w stanie cię w czymś odciążyć? - Zagadnąłem w chwili przerwy, licząc, że choć przez moment okażę się przydatny.
- Nie, Miki, dziękuję. Poradzę sobie sam. Jesteś zbyt drobny na taką pracę - Odpowiedział spokojnie.
Jego słowa lekko mnie zabolały. Zbyt drobny? Naprawdę uważa, że nie dałbym rady? Przecież jestem silny, potrafiłbym! Miałem wrażenie, że próbuje mnie specjalnie zdenerwować.
- Dziękuję, że tak bardzo we mnie wierzysz - Mruknąłem, a moje słowa wyraźnie poruszyły Soreya.
- Miki, przepraszam. Nie tak to miało zabrzmieć. Po prostu... naprawdę poradzę sobie samy - Wyjaśnił łagodnie, składając na moim czole delikatny pocałunek.
- Masz szczęście, że cię kocham. W innym wypadku naprawdę bym się obraził - Odparłem już w znacznie lepszym nastroju. Jego czułość i uwaga sprawiły, że momentalnie poczułem się dobrze. Nie wiem dlaczego, ale ten drobny gest, ten pocałunek, podobał mi się bardziej, niż chciałbym przyznać.
Sorey na moje słowa uśmiechnął się szeroko, a jego dłonie spoczęły na moich biodrach. Przez chwilę wyglądało na to, że chce przyciągnąć mnie bliżej, lecz nagle zawahał się i odsunął.
- Coś się stało? - Zapytałem zaskoczony, nie do końca rozumiejąc jego zachowanie. Czy zrobiłem coś nie tak? Czasem naprawdę mam wrażenie, że upłynie jeszcze wiele czasu, zanim zrozumiem, co siedzi w jego głowie i dlaczego potrafi zachowywać się tak nagle, wbrew moim oczekiwaniom. - Powiedziałem albo zrobiłem coś złego? - Dopytałem ostrożnie, chcąc się upewnić, czy w czymś nie zawiniłem.
- Nie, nie, nic się nie stało, spokojnie, Miki. Po prostu jestem cały spocony i... pewnie śmierdzę. Nie chcę cię przytulać, żeby cię nie obrzydzić - Wyjaśnił, a nagle wszystko stało się jasne.
Uśmiechnąłem się lekko, czując napływ ciepła do serca.
- Nie musisz się tym przejmować. Twój pot wcale mi nie przeszkadza, to przecież nic niezwykłego - Odpowiedziałem łagodnie, posyłając mu spojrzenie pełne czułości. Mówiąc prawdę i tylko prawdę. Pot to tylko pot, pracuje ciężko a więc ma prawo być spoconym, rozumiem to i nie oceniam go, nie jestem taki, zrozumie to chyba moja najlepsza cechą jaką posiadam.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety