Był słodki do granic możliwości. Jego wstydliwość, ta kruchość w spojrzeniu, sprawiała, że pragnąłem go jeszcze bardziej. Wystarczyło jedno słowo, jeden dotyk, a na jego policzkach pojawiał się rumieniec, który tylko podsycał we mnie ogień. Czułem, jak bardzo się hamuje, jak trudno mu pozwolić sobie na to, by naprawdę dać się ponieść. I właśnie to mnie kusiło, chciałem, by pękły wszystkie bariery, które tak kurczowo w sobie trzymał.
Chwyciłem jego podbródek, zmuszając go, by spojrzał mi prosto w oczy. Był taki niepewny, a jednocześnie w tym spojrzeniu kryło się coś, co zdradzało jego pragnienie. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku, pełnym głodu i niedopowiedzeń. Na jego wargach poczułem delikatny, metaliczny posmak, krew spłynęła z drobnego skaleczenia, a ja zlizując ją, wymruczałem niskim głosem:
- Nie gryź się tak mocno… szkoda twoich pięknych warg. - Widziałem, jak drży. Jakby chciał odpowiedzieć, ale słowa więzły mu w gardle.
- Ja… - Wydusił w końcu, zbyt przejęty tym, co się z nim działo.
Uśmiechnąłem się lekko, muskając jego policzek kciukiem.
- Wiem. Wstydzisz się być głośno. Ale nie musisz… nikomu nie powiem - Wyszeptałem mu do ucha, a jego ciało zadrżało od mojego oddechu muskającego szyję.
Jego dłonie zacisnęły się mocniej na blacie, jakby potrzebował oparcia. Jego oddech przyspieszył, gardło ścisnęło się w bezgłośnym jęku. Każdy jego gest zdradzał, jak bardzo walczy ze sobą, pomiędzy wstydem a pragnieniem, pomiędzy ciszą a potrzebą, by wyrwać się w dźwięku.
Moje dłonie przesunęły się wzdłuż jego ramion aż do karku. Pochyliłem się nad nim, powoli dociskając go do chłodnej powierzchni blatu. Chciałem, żeby poczuł, że nie musi się już powstrzymywać.
- Pozwól sobie… - Szepnąłem, muskając ustami jego ucho. - Nie udawaj, że nie chcesz. Nie musisz być cichy. Chcę usłyszeć każdy twój dźwięk, każdy oddech. - Jego ciało wyginało się pod moim dotykiem, dłonie ślizgały się po krawędzi blatu, jakby już brakowało mu sił. I wtedy usłyszałem pierwszy cichy jęk, urwany i pełen zawstydzenia. Był piękny. Tak samo, jak on kruchy, zawstydzony, a jednak gotowy, by w końcu pozwolić sobie na więcej.
Czułem ogromną satysfakcję po naszym zbliżeniu, taką samą jak za pierwszym razem. Tym razem jednak wszystko było jeszcze intensywniejsze, fantastyczne w każdym szczególe. Miło było słyszeć jego ciche jęki i widzieć, jak bardzo wstydzi się własnych reakcji. Ta chwila trwała w najlepsze, aż mój piękny panicz w końcu opadł z sił. Nie miał już energii na dalszą zabawę, dlatego musiałem pozwolić mu odpocząć. Wiedziałem jednak, że bez kąpieli i tak nie zasnąłby spokojnie, więc nie miałem wyjścia, musiałem mu w tym pomóc.
Delikatnie, bez słów, umyłem go i ubrałem w swoją koszulę, która miękko otuliła jego ciało. Następnie położyłem go do łóżka i przykryłem ciepłą kołdrą, aby mógł wreszcie odpocząć.
- Śpij, dziś naprawdę byłeś cudowny - Wyszeptałem, muskając go spojrzeniem, zanim zamknął oczy.
- A ty? Dokąd się wybierasz? Dlaczego nie położysz się obok mnie? - Zapytał zmęczonym głosem, z trudem utrzymując spojrzenie w moich oczach.
- Spokojnie, niedługo do ciebie wrócę. Sam też muszę się wykąpać - Odpowiedziałem cicho, składając na jego czole delikatny pocałunek.
<Paniczu? C:>