Posiłek? Serio, akurat teraz? Miałem ciekawsze zajęcie niż jedzenie, zdecydowanie ciekawsze, a on z uporem potrafi przerwać w najmniej odpowiednim momencie. Mały złośnik, pomyślałem, ale pewnie po prostu jest głodny. A może… może to tylko pretekst? Może tak naprawdę chodzi mu wyłącznie o mnie? Nie, to niemożliwe, burczenie w jego brzuchu zdradziło wszystko. Tego dźwięku nie da się ani ukryć, ani zbyć.
- Teraz? Naprawdę musimy robić to teraz? - Spytałem z lekkim wyrzutem, bo szczerze mówiąc, miałem znacznie większą ochotę na niego niż na jakiekolwiek śniadanie. To przecież mogę przygotować w każdej chwili.
- Tak, teraz. Masz się umyć i zjeść śniadanie. A przy okazji zrób też coś dobrego dla mnie - Odparł tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Nie kłóciłem się. Kiwnąłem tylko głową i wstałem z łóżka szybciej, niż się spodziewałem. Może wcale nie było tak źle, że mnie pogonił. Rześka woda w łazience obudziła mnie na dobre, włosy ujarzmiłem z niemałym trudem, a gdy w końcu się ubrałem, czułem się gotowy, by stanąć do walki z… patelnią.
- Masz jakieś szczególne życzenie co do śniadania? - Zapytałem, gdy tylko wyszedłem i zobaczyłem go już stojącego w kuchni.
- Nie, nie mam wymagań. Chcę tylko, żebyś zrobił coś mięsnego. Dla siebie - Odparł spokojnie, obserwując mnie uważnie, jakby czekał na mój pierwszy ruch.
Westchnąłem w duchu. No tak mięso. Ja go potrzebuję, więc on to wykorzystuje. I pewnie zje to, co przygotuję, choć udaje, że nie ma na nic ochoty. W sumie dobrze, nie będę musiał szykować dwóch osobnych posiłków.
Nie do końca wiedząc, co właściwie powinienem nam przygotować, zdecydowałem się na coś prostego, a zarazem sycącego, omlety z dodatkiem mięsa. Czułem, że to zaspokoi nie tylko mój głód, ale i jego, a przecież to było w tej chwili najważniejsze.
- Myślisz, że na pewno się tym najesz? - Podpytał z lekkim sceptycyzmem, gdy tylko zobaczył, co postawiłem na stole.
- O to się nie martw - Odparłem pewnym tonem, podsuwając mu talerz z jednym omletem, a sobie kładąc dwa. Doskonale wiedziałem, że na jednym nigdy bym nie poprzestał. Mój wilczy apetyt nie pozwalał mi zadowolić się taką ilością, a przecież energia będzie mi potrzebna.
Spojrzałem na niego ukradkiem, obserwował mnie z rozbawieniem, jakby doskonale znał moje małe słabości. I może właśnie o to mu chodziło: żeby patrzeć, jak jem, jak się sycę, jak nabieram sił.
- I jak? Udało ci się takim posiłkiem najeść, czy może miałbyś jeszcze ochotę na coś? - Zapytał z troską, jakby naprawdę obawiał się, że wciąż jestem głodny.
Zdecydowanie za bardzo się o mnie martwił. Przecież byłem dorosły – a przynajmniej starszy od niego – i doskonale potrafiłem zadbać o siebie. Owszem, to miłe, że tak się starał i że w ogóle przejmuje się moim samopoczuciem, ale wcale tego nie potrzebowałem. Radziłem sobie sam, albo przynajmniej w to chciałem wierzyć.
- Najadłem się - Odpowiedziałem spokojnie. - Naprawdę nie potrzebuję aż tak dużych porcji. Wystarczy mi niewielka ilość, więc możesz spać spokojnie. Nie musisz się o mnie martwić, nic mi nie będzie.
Uśmiechnąłem się do niego najłagodniej i najprawdziwiej, jak tylko potrafiłem. Chciałem, żeby zobaczył w tym szczerość, a nie jedynie wymuszoną uprzejmość.
<Paniczu? C:>