Następnego dnia obudziłem się przy boku Haru, pierwszy, co było dla mnie przy tych warunkach nie do końca oczywiste. Wczoraj mnie nieźle wymęczył, byłem pewien, że będę spał dłużej. Ostrożnie odsunąłem się od Haru, pozwalając mu jeszcze sobie spać. Doskonale wiedziałem, jak po pełni jest wycieńczony, chociaż dalej niepokoiła mnie jedna rzecz. Nie za bardzo chciał mówić o swoich innych pełniach. Jak wczoraj nie miałem za bardzo czasu o tym pomyśleć, nie pozwolił mi na to, tak teraz trochę zacząłem zastanawiać się nad. Całkowicie przemilczał temat, w ogóle nie zażartował ani nic w tym stylu. Powinienem o to dopytywać? Odpuścić? Sam nie wiem.
Zebrałem swoje rzeczy i cichutko ruszyłem do łazienki. Poniekąd dobrze, że było tutaj chłodno. Mogłem się ubrać ciepło, ukryć jak najwięcej skóry bez wzbudzania podejrzeń, a o to mi chodziło. Haru mocno oznaczył moje ciało, czy malinkami, czy pazurami, a nawet kłami. Coś podejrzewałem, że może tak być, dlatego wziąłem ze sobą czarny golf, który leżał na mnie idealnie. Myślę, że wyglądam wystarczająco dobrze jak na wyjście do spotkanie przyjaciółki, która go jest zakochana w moim chłopaku.
Kiedy już byłem pewien, że wyglądam dobrze, zaniosłem swoje rzeczy do pokoju Haru i zszedłem na dół. Babcia Haru już wróciła, i była w bardzo dobrym humorze, a mnie trochę uderzyły wyrzuty sumienia. Trochę to wyglądało tak, jak byśmy ją wyrzucili z jej własnego domu. Znaczy, ona sama to zaproponowała, ale jednak może trzeba było się nie zgadzać? Cóż, teraz już na to za późno.
– Dzień dobry – powiedziałem cicho, trochę niepewnie wchodząc do kuchni. Jak bylem sam, czułem się tu trochę niepewnie i obco. Trochę jak nie z tej bajki.
– Witaj, Daisuke. Przygotować ci herbaty, kawy? – spytała serdecznie kobieta, zerkając w moją stronę.
– Kawę poproszę – powiedziałem, siadając przy stole. Wystarczyła chwila, a Precel znalazł się na moich kolanach, a ja od razu go zacząłem głaskać. Nie mogłem się przyzwyczaić do tego, jaki on był słodki. Aż żałowałem, że nie mogłem mieć takiego słodkiego kociaka w domu, ale moja babcia w życiu by mi na to nie pozwoliła.
– Wczorajszy dzień dobrze wam minął? – spytała, nastawiając wodę na kawę. A ja nie wiedziałem, o co ona w ogóle pytała. Wczoraj rano brzmiała tak, jakby doskonale wiedziała, co będziemy robić podczas jej nieobecność i teraz mi z nią trochę niezręcznie o tym rozmawiać. Chyba nie do końca odnajduję się w tej społeczności.
– Tak mi się wydaje. Haru jest trochę... Wykończony – powiedziałem niepewnie, patrząc się w blat stołu. Chyba tylko przy tej kobiecie brakuje mi języka w gębie. I przy mojej babce, ale ona to kompletnie inna kobietą.
– To mnie nie dziwi. Dziwisz mnie natomiast ty. Byłam pewna, że nie wstaniecie przed południem – powiedziała szczerze, a ja poczułem, jak moje policzki pokrywają się rumieńcem. Na moje szczęście usłyszałem kroki, moje wybawienie powoli naciągało. A mógłby się ruszać odrobinkę szybciej, nie narzekałbym. – O wilku mowa. Szkoda, że w wakacje tak wcześnie nie wstajesz.
– W wakacje nie czeka na mnie ktoś tak wspaniały – powiedział niemrawo, podchodząc do mnie i całując mnie w czubek głowy. Prychnąłem cicho. Ależ się podlizywał. Miał szczęście, że go kocham, i że wiem, że on mnie kochał, w przeciwnym razie chyba bym się obraził za takie tanie komplementy.
– No proszę, a jak czekam na ciebie w weekend to doczekać się nie mogę – odpowiedziałem może nieco złośliwie, odwracając głowę w jego stronę. W dzień wolny wcześniej niż południe to on wstać nie potrafi, a jako że ja nie mam serca go budzić, to zajmowałem się sobą.
<Wilczku? c:>