Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 22 czerwca 2026

|
Nie rozumiem, dlaczego Sorey mówi wyłącznie o mnie, skoro nie tylko ja ucierpiałem przez spotkanie z jego ojcem. Mam wrażenie, że w całej tej sytuacji zapomina się o tym, jak wiele krzywdy doświadczył również sam Sorey.
Ezekiel naprawdę przekroczył wszelkie granice. Nie skrzywdził tylko mnie, zaatakował także własnego syna. Przez długi czas wywierał na niego ogromną presję, narzucał mu coraz szybsze tempo pracy i stawiał wymagania, którym trudno było sprostać. Zachowywał się tak, jakby zależało mu na tym, żeby Sorey popełniał błędy, był przeciążony i ostatecznie stracił pracę. Dokładał mu obowiązków ponad jego siły, nie licząc się z jego samopoczuciem ani możliwościami.
Tak nie powinno się traktować żadnego człowieka, a tym bardziej własnego dziecka. To było niesprawiedliwe i krzywdzące. Dlatego uważam, że mój partner powinien wspomnieć nie tylko o tym, co ja przeszedłem, ale również o tym, czego doświadczył Sorey. Nie byłem jedyną ofiarą tej sytuacji.
W całej tej historii równie ważne jest cierpienie Soreya, ponieważ on także został skrzywdzony przez własnego ojca. I właśnie dlatego trudno mi nazywać Ezekiela „tatą”. Dla mnie ojciec i tata to nie to samo. Tata to ktoś, kto wspiera, chroni i okazuje miłość. Ezekiel natomiast nie zasłużył na to miano swoim zachowaniem. Był jedynie ojcem biologicznym, ale nigdy nie zachowywał się jak prawdziwy tata powinien.
- A ty co masz do powiedzenia? - Rada zwróciła się w moją stronę, najwyraźniej chcąc poznać również moje zdanie. Było to o tyle zaskakujące, że nie miałem pewności, czy naprawdę interesowała ich moja opinia, czy jedynie starali się sprawiać wrażenie, że ta sprawa ma dla nich jakiekolwiek znaczenie.
Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na zgromadzonych.
- W gruncie rzeczy wszystko, co powiedział mój partner, jest prawdą. Jednak poza próbami skrzywdzenia mnie, ojciec Soreya świadomie krzywdził również własnego syna. Namówił kowala, aby traktował swojego ucznia możliwie najgorzej. Wymagał od niego umiejętności i doświadczenia, których młody człowiek dopiero rozpoczynający naukę zawodu zwyczajnie nie mógł posiadać. Oczekiwał od niego rzeczy, których nie był jeszcze w stanie zrozumieć ani wykonać. Na tym jednak nie poprzestał. Nie przeszkadzało mu nieustanne wywieranie presji, dokładanie kolejnych obowiązków i robienie wszystkiego, by Sorey w końcu się poddał i zrezygnował. Nie wiem, jaki cel chciał w ten sposób osiągnąć. Wiem natomiast, że było to zachowanie niegodne ojca. Przede wszystkim jednak było to zachowanie niegodne członka rady. Szanowna rada powinna wziąć pod uwagę nie tylko to, jak potraktowano mnie, ale również to, jak potraktował własne dziecko. Tak nie postępuje człowiek, który powinien służyć mieszkańcom za przykład. Nie wspominając już o ojcostwie, ponieważ trudno mi uwierzyć, by ktoś postępujący w taki sposób mógł być dobrym ojcem. Skoro jednak reprezentuje radę, powinien przynajmniej umieć zachować się jak jej godny przedstawiciel i okazać szacunek mieszkańcom tego miasteczka. - Gdy mówiłem, nie spuszczałem wzroku z Ezekiela. Z każdą kolejną wypowiedzią jego twarz stawała się coraz bardziej napięta. Łatwo było zauważyć, że moje słowa mu się nie podobają. W jego oczach dostrzegałem gniew i oburzenie. Najwyraźniej nie potrafił pogodzić się z tym, że ktoś taki jak ja, zwykły młokos, jak zapewne o mnie myślał miał czelność przypisać mu choć część winy za to, co się wydarzyło.

<Pasterzyku? C:>