Miło mi się zrobiło, że Mikleo spytał się wpierw o mój dzień w pracy, a nie o ten cały proces, czy jak to tam nazwać. Czułem w sobie taki stres, że miałem wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Jeżeli źle to poprowadzimy... nie chciałbym, by Mikleo tracił dom. Widziałem, jak dobrze się tu czuł. I gdyby nie ludzie tutaj, też czułbym się nieźle. W końcu, mamy swój kącik, który jest tylko i wyłącznie nasz, ja mam ciężką, chociaż nie najgorszą pracę... Ciężko mi będzie opuścić to miejsce.
– Dobrze, ale wszystko mnie boli – przyznałem, uśmiechając się najładniej, jak tylko mogłem w tamtej chwili. – Idę się umyć i ubrać w coś bardziej odpowiedniego.
– Mhm. Dobry pomysł, byś się odświeżył. Przygotować ci coś do jedzenia? – zaproponował, uśmiechając się delikatnie.
– Nie, nie. Zjadłem twoje śniadanie niedawno. Było przepyszne – przyznałem, podchodząc do niego, by ucałować go w czoło. Mieliśmy godzinę... no, niecałą. Prysznic zajmie mi najwyżej piętnaście minut, a ubranie się kolejne pięć. Resztę czasu mogę poświęcić jemu, a nawet muszę. Wyglądał spokojnie, ale byłem bardziej niż pewien, że denerwował się tak samo jak ja... jak nie bardziej. Chociaż, nie, chyba nie, ja bardziej przeżywam wszystko wokół mnie. Czasem zazdroszczę mu tego wewnętrznego spokoju. Też bym chciał być taki spokojny. Podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Ale moje emocje mi na to nie pozwalają, zbyt łatwo im się poddaję.
– Przesadzasz. To tylko kanapki – machnął ręką, jak zwykle będąc skromnym, zbyt skromnym.
– Dla mnie to aż kanapki, nie dość, że zrobione przez ciebie, to jeszcze przecież nie musiałeś mu nic przygotowywać – powiedziałem zgodnie z prawdą, uśmiechając się szeroko. – Idę się umyć. Dołączysz do mnie? – zaproponowałem, nie mając nic złego na myśli. Chciałem tylko spędzić z nim czas. A taki prysznic... to chyba nie jest nic złego. Miło spędzimy czas. Może jego obecność sprawi, że chociaż trochę się uspokoję i zapomnę o tym, co mnie czeka.
– No nie wiem... – przyznał, zerkając gdzieś w bok.
– Nie zmuszę cię... ale to pozwoli nam obu się odstresować. A to nam się trochę może przydać – przyznałem, chwytając jego dłoń, drobną i ciepłą. To niedobrze. Przejmował się, i to na tyle mocno, że stawał się ciepły. Tak, muszę poświęcić mu czas, i go uspokoić. – No chodź. Mamy trochę czasu. Wykorzystajmy go tylko dla siebie, bo być może to mogą być ostatnie nasze chwile w tym domku.
– Hej, nawet tak nie mów. Jeszcze nic nie wiadomo – pocieszył mnie, ale wyczułem w jego głosie niepewność. Myślał tak samo, jak ja. Też się tego obawiał.
– Lepiej się nastawić na coś negatywnego, niż żeby się przykro rozczarować – powiedziałem cicho, ciągnąc go do łazienki. – Może jak dobrze pójdzie... to sama nasza obecność go zdenerwuje, pokaże swoją prawdziwą twarz i nic nie będziemy musieli udowadniać. Mocno go zdenerwowaliśmy ostatnio.
– W sumie, to nie jest zła taktyka. Powiesz, że mnie kochasz, i coś czuję, że miałby problem z utrzymaniem spokoju – lekko sobie zażartował, ale w tych słowach było coś sprytnego. Gdyby się udało go zdenerwować... Wszyscy poznaliby prawdę. W sensie, cała ta Rada. A o to nam chodziło.
– Więc mamy plan. I to niegłupi – wyszczerzyłem się do niego głupkowato, zaczynając się rozbierać.
<Owieczko? c:>