To był właściwie całkiem ciekawy pomysł, sprowokować jego ojca i zmusić go do usłyszenia prawdy. Gdyby Sorey zdobył się na szczerość i przed radą, i przed własnym ojcem otwarcie powiedział, że mnie kocha… być może tamten naprawdę by tego nie wytrzymał. Jak można przecież głosić taką „herezję”? Jego syn miał być normalny, przynajmniej według niego. Nie mógł być inny, nie mógł kochać innego mężczyzny. Bo jeśli mężczyzna kocha mężczyznę, to od razu staje się kimś złym.
Nie rozumiałem tego.
Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego starsze anioły tak uparcie wierzyły, że miłość między dwoma mężczyznami albo dwiema kobietami jest czymś niewłaściwym. Dla mnie nie było w tym nic złego. Niech każdy kocha tego, kogo pragnie, dopóki nikogo nie krzywdzi i do niczego nie zmusza. Czy miłość sama w sobie mogła być czymś złym?
Poza tym… co tak naprawdę obchodziło jego ojca, czy Sorey jest ze mną, czy z kobietą?
Rozumiałem, że dla wielu starszych chodziło o potomstwo. O to, że nie będę mógł dać jego synowi dziecka. Ale czy naprawdę tylko krew tworzy rodzinę? Można przecież adoptować, można stworzyć dom na wiele różnych sposobów. Rodzina nie musi rodzić się wyłącznie z biologii.
A poza tym byliśmy jeszcze młodzi.
Za młodzi, by rozmyślać o takich sprawach.
Jedynym, czego naprawdę teraz pragnęliśmy, było nasze własne towarzystwo, wspólny czas, chwile sam na sam, bez ciągłego oddechu jego ojca na karku i bez słów mówiących nam, jak powinniśmy żyć i kogo wolno nam kochać.
Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej czułem zmęczenie i ciężar nadchodzącego spotkania z radą. Powoli zacząłem więc zdejmować ubrania, pozwalając, by materiał kolejno opadał na podłogę. Skoro mój partner zaproponował wspólną, gorącą kąpiel w balii, może rzeczywiście choć na chwilę uda nam się zapomnieć o tym, co czekało nas później.
Miałem tylko nadzieję, że wszystko potoczy się zgodnie z planem.
Że rada nie postanowi nas odrzucić ani ukarać.
Przecież nie zrobiliśmy nic złego. To ojciec mojego partnera nas zaatakował, chciał nas skrzywdzić i knuł przeciwko nam. To jego gniew i uprzedzenia doprowadziły do całej tej sytuacji. My byliśmy niewinni.
Po zdjęciu ostatnich części garderoby wszedłem ostrożnie do ciepłej balii. Gorąca woda niemal natychmiast otuliła moje ciało, rozluźniając napięte mięśnie. Zająłem miejsce przed moim partnerem, pozwalając sobie oprzeć plecy o jego klatkę piersiową. Na chwilę zamknąłem oczy, wsłuchując się w cichy plusk wody i spokojny rytm jego oddechu.
Choć na moment chciałem zapomnieć o strachu.
- To naprawdę dobry pomysł z tą wspólną kąpielą - Wyznałem cicho, rozluźniając się w jego ramionach.
- A nie mówiłem? - Uśmiechnął się do mnie szeroko, obejmując mnie mocniej i przyciągając do siebie.
Ten gest sprawił, że poczułem lekkie zawstydzenie. Szczerze mówiąc, nadal nie do końca przywykłem do własnej nagości przy nim. Nie była dla mnie czymś złym ani niewłaściwym, ufałem mu i czułem się przy nim bezpiecznie, a jednak wciąż budziła we mnie nieśmiałość, której nie potrafiłem całkowicie się pozbyć.
Może wynikało to z przyzwyczajeń, może z wychowania, a może po prostu z tego, że odsłonięcie przed kimś nie tylko ciała, ale i własnej wrażliwości wymagało czasu.
- Mówiłeś, mówiłeś i miałeś rację - Przyznałem, uśmiechając się do niego łagodnie.
<Pasterzyku? C:>