Westchnąłem cicho, uświadamiając sobie, że spotkanie z radą może, choć wcale nie musi, skończyć się źle. Sama myśl o tym sprawiała, że w żołądku czułem nieprzyjemny ucisk.
- Będzie dobrze, nie martw się - Zapewniłem go najspokojniej, jak potrafiłem, choć prawda była taka, że sam stresowałem się równie mocno. Co jednak miałem zrobić? Poddać się panice? To nie miałoby sensu. Gdybyśmy obaj zaczęli się denerwować, tylko pogorszylibyśmy sytuację.
- Nie martwię się… a przynajmniej próbuję - Stwierdził z delikatnym uśmiechem, który na krótką chwilę rozjaśnił jego zmęczoną twarz.
Był uroczy. Nawet teraz starał się utrzymać spokojną atmosferę, tłumiąc własne emocje gdzieś głęboko w sobie, bym to ja nie musiał się dodatkowo martwić.
- Będę się już zbierał. Nie chcę się spóźnić - Dodał po chwili, podnosząc się z krzesła. Powoli podszedł bliżej mnie, a ja automatycznie uniosłem wzrok, próbując odczytać z jego twarzy coś więcej niż tylko spokój, który tak uparcie odgrywał.
- Do zobaczenia - Rzucił cicho, po czym pocałował mnie w czoło.
Ten drobny gest wystarczył, by moje spięte ramiona choć trochę się rozluźniły.
- Do zobaczenia skarbie. Spokojnej pracy - Szepnąłem, zanim zdążył odejść.
Wstałem jeszcze szybko, by spakować mu śniadanie. Nie mogłem pozwolić, żeby znowu o nim zapomniał, ostatnio robił to zdecydowanie za często.
Sorey jedynie uśmiechnął się pod nosem, odbierając ode mnie torbę z jedzeniem. Przez moment nasze dłonie lekko się o siebie otarły, a potem odwrócił się i wyszedł z chatki.
Drzwi zamknęły się cicho.
A ja zostałem sam.
W pomieszczeniu nagle zrobiło się dziwnie pusto i cicho, jakby wraz z jego wyjściem zniknęło całe ciepło. Westchnąłem ciężko, rozglądając się bez celu po niewielkiej chatce. Nie miałem właściwie nic do roboty. Mogłem jedynie posprzątać albo czymś zająć ręce, żeby nie oszaleć z nudy i stresu podczas czekania na jego powrót.
Grzecznie wyczekiwałem powrotu mojego partnera. Żeby zająć czymś myśli, sprzątałem, gotowałem, a później znowu sprzątałem, robiłem wszystko, by choć na chwilę nie dopuścić do siebie nudy i niepokoju. W końcu postanowiłem się położyć i trochę odpocząć, jednak nawet wtedy moje myśli nie dawały mi spokoju. Ciągle wracałem do nadchodzącego spotkania z radą.
Szczerze mówiąc, dopiero teraz, kiedy miałem chwilę ciszy, zacząłem odczuwać lekki stres. A co, jeśli rada uzna, że to my byliśmy prowokatorami? Co, jeśli stwierdzą, że to właśnie my rozpoczęliśmy tę całą wojnę z jego ojcem? Przecież Kowal mówił, że stanie po naszej stronie… ale czy naprawdę dotrzyma słowa? Czy nie oszuka nas ponownie, tak jak zrobił to już wcześniej?
I chyba najbardziej martwiło mnie to, jak teraz będzie zachowywał się wobec swojego pracownika, a zarazem mojego partnera. Czy okaże mu trochę zrozumienia? Czy będzie próbował być spokojny? A może przeciwnie, stanie się jeszcze bardziej złośliwy i zacznie robić mu na złość tylko dlatego, że może?
Naprawdę miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nie chciałem znowu widzieć mojego partnera wracającego do domu smutnego, zmęczonego i przygniecionego stresem. O wiele bardziej lubiłem tę jego wersję, która się uśmiechała lekką, spokojną i pełną ciepła. Tę, która potrafiła śmiać się ze mną z drobiazgów i patrzeć na świat z odrobiną nadziei. Coraz bardziej brakowało mi właśnie jego takiego wolnego od stresu i ciężaru pracy, który ostatnio coraz częściej odbierał mu radość.
<Sorey? C:>