Szczerze przyznam, że trochę zaskoczyły mnie jego słowa. Zupełnie zapomniałem o tym, że miałem spotkać się z Florą. Może to świadczy o tym, że wcale nie było to dla mnie aż tak istotne, skoro tak łatwo wyparłem to z pamięci. Z drugiej strony zawsze miałem krótką pamięć i często zapominałem o różnych rzeczach, więc czy to pierwszy raz? Zdecydowanie nie.
Sam już nie wiem, czy to spotkanie było dla mnie naprawdę ważne. Czy rzeczywiście chciałem się z nią zobaczyć, czy może zgodziłem się tylko dla świętego spokoju? Bo choć przyznam, że uwielbiam Florę nad życie, w końcu byliśmy przyjaciółmi, to jednocześnie nie chcę, aby między nami wydarzyło się coś więcej. I nie mówię tego w sensie intymnym, bo nigdy w życiu nie zrobiłbym czegoś takiego swojemu partnerowi. Bardziej chodzi mi o to, że Flora mogłaby poczuć do mnie coś głębszego niż teraz. Szczerze mówiąc, jestem niemal pewien, że już coś do mnie czuje.
Właśnie dlatego obawiam się, że pójście do niej samemu byłoby złym pomysłem. Zwłaszcza jeśli nie zabrałbym ze sobą swojego partnera, tak jakby tego chciała. Mogłaby odebrać to jako znak, że ma jeszcze jakąkolwiek nadzieję. A ja nie chcę jej dawać złudzeń, których nigdy nie będę w stanie spełnić.
Mam już swoją drugą połówkę i nic tego nie zmieni. Nie mogę odpowiedzieć Florze miłością tylko dlatego, że ona mogłaby mnie kochać. Od zawsze starałem się pokazywać jej, że między nami to po prostu nie wyjdzie. Nie chcę być osobą, która nieświadomie ją skrzywdzi, pozwalając jej wierzyć w coś, co nigdy się nie wydarzy.
- Obawiam się więc, że to naprawdę nie jest najlepszy pomysł. Jeśli pójdę do niej sam, bez ciebie, może pomyśleć, że ma jakąkolwiek szansę. A tego właśnie najbardziej nie chcę, nie chcę stać się powodem jej bólu tylko dlatego, że pozwoliłem jej uwierzyć w coś, co istnieje wyłącznie w jej wyobrażeniach. - Odpowiedziałem, tłumacząc jej to w delikatny sposób.
- Sądzę, że jeśli nie okażesz jej uczuć ani nie zrobisz nic niestosownego, to raczej nie będzie próbowała do ciebie zarywać. Chociaż… z drugiej strony obawiam się, że może tego nie zrozumieć. - Niby mówił to do mnie, ale miałem wrażenie, że bardziej próbował przekonać samego siebie. Brzmiał tak, jakby nie był pewien, czy jego własne słowa w ogóle mają sens. Ja jednak dobrze wiedziałem, że to, czego się obawia, naprawdę mogłoby się wydarzyć.
- Właśnie dlatego wolę tam nie iść. Chyba że ty pójdziesz ze mną. - Stwierdziłem poważnym tonem, nie odrywając od niego wzroku. Tym razem nie było w tym ani odrobiny żartu czy niepewności. Naprawdę tak uważałem.
- Nie zostałem zaproszony, więc dlaczego miałbym tam pójść? Przecież ona ewidentnie chce, żebyś to ty się pojawił. No i żebyś zabrał ze sobą babcię, w końcu dawno jej nie widziała, a sama wspominała, że bardzo chciałaby się z nią spotkać - Stwierdził spokojnie.
Więc naprawdę wysyła mnie do Flory tylko dlatego, że ona tego chce? Czasami naprawdę go nie rozumiem. Potem pewnie będzie zazdrosny, a kiedy zapytam dlaczego, usłyszę, że sam podjąłem taką decyzję. To wszystko wydawało mi się absurdalne. Powinien najpierw zastanowić się nad tym, co mówi, zanim zacznie mnie do czegoś przekonywać. A przecież to podobno ja jestem tym „głupim”.
Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej miałem wrażenie, że sam sobie przeczy. Z jednej strony obawia się, że Flora może źle odebrać moje zachowanie, a z drugiej praktycznie zachęca mnie, żebym jednak do niej poszedł. Jakby kompletnie nie dostrzegał, że właśnie to może skończyć się źle.
<Paniczu? C:>