Spodobało mi się to, jak pewny siebie się stał. I bardzo dobrze. Czemu w końcu miałby nie być pewien swego? Jest atrakcyjny. Jest kochany. I jest mój. Zdecydowanie jak najbardziej powinien być z siebie dumny. A ja nie mogłem się doczekać, kiedy w końcu będę pełnoletni, i nie będziemy musieli się ukrywać. Skończą się wtedy te wszystkie okropne propozycje małżeństwa i sugerowanie, z kim to mam wziąć ślub. I może byśmy zamieszkali razem? Niby wielki krok, ale już teraz przecież mieszkamy razem, i chyba dobrze mu ze mną. Najchętniej zabrałbym go do jednej z posiadłości należącej do mojej rodziny, ale zastanawiam się, czy za te kilka lat dalej będę chciał mieć cokolwiek z moją rodziną do czynienia. Czy by może nie odciąć się od niej całkowicie, nie spróbować żyć na własną rękę. Trochę się też jednak tego obawiałem. Pieniądze i znajomości otwierają wiele drzwi. A bez nich nie wiem, czy będę potrafił sobie poradzić.
– Więc uważasz siebie za idealnego faceta dla mnie? – spytałem, unosząc rozbawiony jedną brew.
– No a nie? Wydajesz się być bardzo zadowolony z mojego partnerstwa. I jeszcze do tego pozytywnie zaskoczony. No lepiej chyba być nie może – wyszczerzył się. Ależ się wyszczekany zrobił. Może też dlatego, że jest pełnia. Energia wręcz od niego kipi, to oczywiste, że będzie troszkę bardziej uszczypliwy. Ale nie to nie przeszkadzało. Lubię się z nim drażnić, dogryzać mu i słuchać jego dogryzek.
– Gdybyś zadbał o swoją pamięć, już byłoby troszkę lepiej. Na szczęście od tego masz mnie. O, i gdybyś częściej pokazywał przy mnie swoje uszy i ogon. Też byłoby miło – powiedziałem zgodnie z prawdą. Uwielbiałem jego wilcze akcenty. Nie tylko uszy i ogon, ale i te mniej oczywiste, czyli oczy i kły. Jak czasem na mnie spojrzy tymi oczami drapieżnika, aż mam ciarki na plecach. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale na mnie działa. Jestem po prostu troszkę dziwny, ale skoro Haru mnie chce, i jest tu przy mnie... To chyba mu moje małe dziwactwa nie przeszkadzają.
– A muszę? Nie lubię, kiedy są widoczne – skrzywił się, prowadząc mnie w stronę lasu. Dałem mu zdecydować. W końcu, nie znam tego miejsca. A on, nie myśląc, poprowadzi mnie gdzieś, gdzie chciałby się znaleźć.
– Nie muszą być widoczne dla wszystkich. Tylko dla mnie. Muszę przyznać, że lubię czuć twoje kły na swojej skórze. I uwielbiam to twoje spojrzenie drapieżnika. Sprawia, że mam ciarki na skórze – wyjaśniłem, uśmiechając się do niego ładnie. Od razu wyczułem, że ten uśmiech sprawił, że nogi mu trochę zmiękły. Wiedziałem, że tak to na niego zadziała, trochę już go znałem. Troszkę wykorzystywałem jego słabości, co chyba nie było najmilsze z mojej strony. Ale bardzo mi zależało na tym, by się zgodził.
– Naprawdę? – zmarszczył brwi, ewidentnie zaskoczony moimi słowami. Nie powinien być zaskoczony. Przecież doskonale czuł to, co czułem wobec niego. On ma te swoje wyostrzone zmysły, wyczuje po moim zapachu, co mną kieruje. Te jego zmysły strasznie mnie stresują. Boję się, że zacznę dla niego gorzej pachnieć w pewnym momencie. Zawsze miałem małą obsesję na punkcie higieny, ale przy nim jest ona jeszcze większa. Jeszcze nigdy nie narzekał na mój zapach. Jeszcze. Muszę dopilnować, by to utrzymać na zawsze. Nie wiem, czy jest to możliwe, ale będę się się starał.
– Mhm. Musisz to czuć za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę, czyż nie? – puściłem mu oczko, po czym przytuliłem się do jego ramienia, czekając na jego odpowiedź, i miałem nadzieję, że pozytywną. Przecież dla mnie, raz na jakiś czas, w naszym pokoju mógłby pozwolić sobie na pokazanie pazura... czy może bardziej kłów w jego przypadku.
<Wilczku? c:>