Tylko, dlaczego ja miałem odpoczywać? Czy ja coś takiego zrobiłem? On przygotowywał obiad, i wszystko, a ja co? Wcześniej tylko spałem, a później nałożyłem nam obiad. Naprawdę nie zrobiłem tu nic takiego, by zasługiwać na odpoczynek. Co jak co, ale to nie ja się dzisiaj napracowałem. To on powinien odpocząć, a ja powinienem posprzątać. Tak przecież będzie bardziej sprawiedliwie. W końcu, ja gotować nie potrafię, ale Miki już tak. Przynajmniej potrafię sprzątać. A skoro się do tego nadaję, no to w czym problem, by tego nie zrobić? Chociaż tak trochę bym go odciążył.
- Nie zgadzam się na to. Ty gotowałeś. Ja sprzątam. To jest sprawiedliwe – zarządziłem, bez problemu biorąc go na ręce i odstawiając od zlewu. To jest mój zlew, nie pozwolę mu się zaharowywać, kiedy ja jestem taki wypoczęty.
- Hej! - krzyknął zaskoczony, zarzucając ręce na mój kark. - Co ty robisz? - spytał, oburzony moim zachowaniem.
- Po dobroci nie chcesz odejść, to muszę trochę siły wykorzystać – powiedziałem, sadzając go na blacie. Na tym samym, na którym kilkanaście minut temu dawałem mu przyjemność. Jak ten czas szybko płynie... - Poczekaj cierpliwie, aż skończę. I wtedy się tobą zajmę – dodałem, zostawiając go tak. Musiałem w końcu zająć się tymi naczyniami.
- I tyle rabanu o dwa talerze, kilka sztućców i dwa garnki? - spytał z niedowierzaniem, a ja wyczułem na sobie jego wzrok.
- Ja nie robię żadnego rabanu. Tylko chcę posprzątać. To chyba nic złego, że chcę pomóc mojemu najsłodszemu partnerowi, czyż nie? - odpowiedziałem spokojnie. Właśnie, to tylko parę rzeczy, a on się uparł, jakby tu był cały zlew wypełniony naczyniami.
- To nic złego, faktycznie, ale... - zaczął, ale od razu mu przerwałem.
- No to dlatego proszę siedź spokojnie i poczekaj. Długo mi to nie zajmie – odparłem, skupiając się na myciu.
Mikleo już nic nie powiedział, a ja mogłem się skupić się na myciu. I tak ma być. Ma mi dać sobie pomagać. Od tego tu przecież jestem, by być dla niego wsparciem, ochroną, partnerem, rodziną... A to naprawdę niewiele, to, co robię. Mógłbym robić dla niego zdecydowanie więcej. Mógłbym być lepszy. I dalej ku temu dążę, by dla niego, dla tego małego aniołka, być najlepszą wersją siebie... o ile mogę. Jestem jedynie w połowie aniołem, a człowiek ma mnóstwo ograniczeń.
- No i gotowe. Jakbyś się nie stawiał od początku, byłoby znacznie szybciej – powiedziałem, wycierając ręce o ręcznik.
- Więc... co teraz robimy? - spytał, kiedy do niego podszedłem, kładąc dłonie na jego biodrach.
- Na co tylko moja Owieczka ma ochotę... i na co nas stać. Pewnie więc mamy opcje nieco ograniczone przez ten drugi czynnik – odpowiedziałem, uśmiechając się zachęcająco. Niech robi co chce. Deseru mu żadnego nie przygotuję, ale jak chce, możemy tu zostać, albo pójść na spacer. I znosić te wszystkie spojrzenia. Mam nadzieję, że będzie chciał zostać tutaj. Mam trochę dosyć tych spojrzeń, na nie kiedyś przyjdzie czas.
<Owieczko? C:>