Od Haru CD Daisuke

środa, 4 marca 2026

|
Pełnia.
Jak mogłem o niej zapomnieć? Przy mojej pamięci to wcale nie powinno dziwić, a jednak… naprawdę powinienem był pamiętać. Jutro nadejdzie noc, w której mój wygląd i zachowanie znów wymkną się spod ludzkiej kontroli.
Wilcze uszy przebiją się spomiędzy włosów. Ogon znów zamerda niespokojnie, zdradzając każdą emocję. Oczy zmienią kształt, zwężą się, nabiorą ostrego, drapieżnego blasku. Pazury wydłużą się i staną się wystarczająco ostre, by zranić, nawet niechcący.
Odkąd jestem z człowiekiem, muszę uważać jeszcze bardziej. Nie dlatego, że boję się jego oceny. To nigdy nie był problem. On wiedział. Widział mnie już w tej odsłonie, bardziej dzikiego, bardziej instynktownego. I mimo to został.
Właśnie dlatego muszę uważać.
Podczas pełni jestem bardziej energiczny, bardziej ruchliwy, bardziej… żywy. Każdy dźwięk jest wyraźniejszy, każdy zapach intensywniejszy. Serce bije szybciej, myśli rwą się w różnych kierunkach. Moje wilcze „ja” nie zna półśrodków. Czuje mocniej, reaguje szybciej, działa zanim zdążę w pełni pomyśleć o konsekwencjach.
A konsekwencje mogą być bolesne.
Nie dla mnie.
Dla niego.
- Naprawdę o tym zapomniałem - Przyznałem, przeczesując włosy palcami z lekkim, nerwowym rozbawieniem.
Może faktycznie te zioła, które chcą mi podać, i praca nad umysłem pomogą. Może nauczę się lepiej kontrolować pamięć, panować nad instynktem, przewidywać to, co nadchodzi. Może przestanę żyć od pełni do pełni, jakbym za każdym razem był zaskoczony własną naturą.
Bo nie boję się bycia wilkołakiem.
Boję się chwili, w której zapomnę, że ktoś obok mnie jest tylko człowiekiem, a to mogłoby się skończyć naprawdę źle. 
- Wiesz, szczerze powiedziawszy, jakoś mnie to nie zaskoczyło. To nie pierwszy raz, kiedy zapominasz o ważnych rzeczach - Stwierdził a na jego twarzy malowało się wyraźne rozbawienie. Kąciki ust drgnęły ku górze, a w oczach zatańczyły iskierki, których wcale nie próbował ukrywać.
Okrutnik.
Naprawdę. Czyste zło wcielone.
Westchnąłem teatralnie, mrużąc oczy.
- Och, wybacz mi, o ucieleśnienie cierpliwości i wyrozumiałości - Mruknąłem z przesadną powagą. 
Mój panicz zaśmiał się cicho, gdy moje słowa dotarły do jego uszu. Ten dźwięk, ciepły, niski zdradzał, jak bardzo bawiło go moje oburzenie. Ewidentnie sprawiało mu przyjemność drażnienie mnie na te wszystkie swoje sposoby, niezmienne i bezlitosne.
Wypominanie mi mojej „doskonałej” pamięci.
A raczej jej spektakularnego braku.
- Wiem, wiem. Jestem niesamowity - Oznajmił z udawaną skromnością. - Dlatego pamiętaj, żeby mnie szanować. A jeśli nie będziesz grzecznym wilczkiem… bardzo źle się to dla ciebie skończy. - Uniósł lekko brew, a w jego spojrzeniu zatańczyło coś niebezpiecznie figlarnego. To była groźba, ale z tych, które bardziej rozgrzewają niż straszą.
Mimo to poczułem, jak coś miękkiego zaciska mi się w piersi. Może przez ton. Może przez to, jak łatwo potrafił przejąć kontrolę nad sytuacją. A może dlatego, że w w tej chwili granica między żartem a instynktem była cieńsza, niż chciałbym przyznać.
Zrobiłem krok w jego stronę.
- Jesteś niesamowity - Powtórzyłem ciszej, już bez cienia ironii. - Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. I to się nigdy nie zmieni. - Podszedłem bliżej, niemal stykając się z nim ciałem. Delikatnie ująłem jego dłoń, przesuwając palcami po ciepłej skórze, jakby upewniając się, że naprawdę tu jest. Potem uniosłem ją do ust i złożyłem na niej powolny, pełen oddania pocałunek.

<Panicznu? C:>