Zachowanie mojego chłopaka, kiedy go trochę drażniłem podczas przygotowywania obiadu,, trochę mnie zaskoczyło. Nie sądziłem, że aż tak taki drobny, początkowo niewinny dotyk tak go nakręci. A jak on był nakręcony, to i ja nie potrafiłem się mu oprzeć. A może... oddanie się chwili w takim momencie nie będzie takie złe? Tyle złych emocji się nagromadziło, miło byłoby w tym wszystkim znaleźć chwilę na intymne zbliżenie, które trochę by może mi pomogło? Tak mi się wydaje. Że właśnie brakuje nam momentu, w którym możemy się zapomnieć o wszystkim, co nas kłopocze.
- Faktycznie... dawno nie jadłem – przyznałem, uśmiechając się łagodnie i położyłem dłonie na jego biodrach, po czym przyciągnąłem do siebie. - Kilka minut to nie jest jakoś bardzo dużo czasu. Ale powinno nam wystarczyć na pierwszą rundę. Sprawię, że później będziesz chciał więcej – dodałem, przenosząc dłoń na jego policzek.
- Jeśli tylko tego właśnie chcesz... - wymamrotał, a jego policzki pokrył delikatny rumieniec. Zawsze, kiedy się rumienił, jego policzki miały taki ładny kolor, taki chłodny róż, bardzo nietypowy kolor dla rumieńców. Chociaż, on calutki był taki nietypowy. Niekiedy w ogóle nie przypominał cielesnego bytu, zwłaszcza w pełnym świetle słońca. Niesamowity pod każdym względem, i wybrał sobie kogoś takiego jak ja do bycia jego partnerem. Co on w ogóle miał w głowie, wybierając właśnie mnie na całym świecie.
- Chcę chociaż na chwilę zapomnieć o tym całym pierdolniku, który jest wokół nas – powiedziałem szczerze, gładząc jego policzek.
- Nie tylko ty – przyznał cicho, spuszczając wzrok.
- Więc czemu by teraz się temu nie oddać? - spytałem, zbliżając swoją twarz do jego. Mikleo pokiwał delikatnie głową, na znak zgody, a ja połączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku, który stopniowo pogłębiłem. Swoje dłonie przeniosłem na jego pośladki, uda, i następnie chwyciłem go bez większego problemu i posadziłem na blacie. Mikleo, troszkę chyba intuicyjnie, zarzucił ręce na mój kark, chyba jakby się bał, że go upuszczę. Niepotrzebnie. Był strasznie leciutki w moich ramionach.
Rozpiąłem guziki jego koszuli, a kiedy miałem pełen dostęp do jego klatki piersiowej, przeniosłem usta właśnie tam. Kilka minut... to za krótko, bym mógł zrobić z nim to, co chcę. Musiałem się nieco pospieszyć, niestety. Ale po jedzeniu, i krótkim odpoczynku, zajmę się nim poprawnie. Teraz trochę przyspieszę sprawę. Pieściłem spokojnie jego klatkę piersiową, schodząc pieszczotami na dół, do jego brzucha, podbrzusza, aż w końcu dotarłem do linii jego spodni. Wsłuchując się w jego ciche jęki odsunąłem jego spodnie i bez większego zawahania wziąłem jego przyjaciela do ust. Wpierw skupiłem się na jego czubku, który jest przecież najwrażliwszy, i dopiero po chwili zająłem się nim po całej długości. Nie trzeba było dużo czasu, bym poczuł charakterystyczny, słony płyn w gardle. Albo byłem tak świetny, albo po prostu przez to, że minęło dużo czasu i był znacznie bardziej wrażliwszy.
- Obiad chyba już gotowy. Pójdę nam nałożyć – dodałem, oblizując usta i odsuwając się od niego. Wyglądał tak strasznie uroczo w tej chwili... dosłownie miałbym ochotę go schrupać.
<Owieczko? C:>