Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 1 marca 2026

|
Jego dłoń, sunąca powoli po moim podbrzuszu, skutecznie wybijała mnie z rytmu. Każde, nawet najlżejsze muśnięcie sprawiało, że moje ciało reagowało szybciej, niż bym tego chciał. Drżałem pod jego dotykiem, próbując zachować resztki koncentracji, lecz było to niemal niemożliwe.
- Ja… Po prostu musiałem się tego nauczyć. Nie miałem wyboru - Wyjaśniłem cicho, czując jak przyjemny dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa. To było dobre uczucie, zbyt dobre jak na sytuację, w której powinienem zachować spokój. Myślami wiedziałem, że nie powinienem tak reagować, ale moje ciało przestawało mnie słuchać.
-Jesteś taki mądry - Powiedział z lekkim uśmiechem.
Jego palce błądziły po mojej klatce piersiowej, jakby nie do końca świadomie. A może tylko udawał niewinność? Każde przesunięcie skóry o skórę sprawiało, że coraz trudniej było mi zebrać myśli w logiczną całość.
- Mógłbyś przestać… bardzo proszę? - Zapytałem w końcu, próbując brzmieć poważnie, choć mój głos lekko zadrżał.
- A co takiego robię? - Odpowiedział z pozornym zdziwieniem.
- Rozpraszasz mnie. Nie potrafię… nie mogę się skupić, kiedy mnie dotykasz. - Na jego twarzy pojawił się cień rozbawienia.
- Tak? Czyli jednak działa - Mruknął cicho, przesuwając dłoń wyżej, niemal drażniąco wolno. - Może po prostu chcesz czegoś więcej? - Zatrzymałem oddech. To nie było fair. Wiedział dokładnie, co robi. A ja coraz mniej byłem pewien, czy naprawdę chcę, żeby przestał.
- Przepraszam, nie mogę. Nie możemy, nie teraz, nie kiedy mam zadanie do wypełnienia. Muszę się skupić na gotowaniu obiadu dla ciebie. Nie mogę teraz myśleć o… fizycznych przyjemnościach. Na to jeszcze przyjdzie czas - Stwierdziłem, choć najwyraźniej moje ciało nie do końca zgadzało się z tą decyzją.
Dawno się nie kochaliśmy. Może właśnie dlatego każdy jego dotyk wywoływał we mnie tak silną reakcję. Jakby moja skóra pamiętała więcej niż rozsądek i reagowała szybciej niż myśli.
- Hm, masz rację - Przyznał z udawaną powagą. - Trzeba dopilnować, żeby zupa się nie rozgotowała. - Pochylił się jednak bliżej i złożył powolny pocałunek na moim karku, a jego dłoń niechętnie wysunęła się spod mojej koszulki.- Ale może później… kiedy już będzie gotowa. Zanim zjemy, skorzystamy z chwili sam na sam? - Zaproponował cicho, a w jego głosie pobrzmiewała obietnica.
Gdy przestał mnie dotykać, moje ciało powoli się uspokoiło, a ja w końcu mogłem skupić się na mieszaniu zupy. Para unosząca się znad garnka przywracała mi trzeźwość myślenia.
- Pomyślę o tym, kiedy obiad będzie gotowy - Odpowiedziałem, odwracając się do niego z delikatnym, nieśmiałym uśmiechem. Takim, który zawsze zdradzał więcej, niż chciałem powiedzieć na głos.
W jego spojrzeniu pojawiło się ciepło. Wiedział, że to nie była odmowa. Raczej obietnica odłożona w czasie.
Nie byłem pewien, czy to odpowiedni moment na zbliżenie. Może wcale nie robił tego świadomie? Może jego dotyk był zupełnie przypadkowy, a ja dopatrywałem się w nim czegoś więcej, niż faktycznie oznaczał.
Jeśli nie miał ochoty… zmuszanie się do czegokolwiek nie miałoby sensu. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było poczucie przymusu między nami.
Mieliśmy przecież na głowie ważniejsze sprawy niż fizyczne przyjemności. Chociaż musiałem przyznać, właśnie takie chwile potrafiły przynieść ulgę. Pomagały się odprężyć, zapomnieć choć na moment, nie analizować, nie martwić się. A teraz chyba oboje tego potrzebowaliśmy bardziej, niż chcieliśmy przyznać.
Westchnąłem cicho i zamieszałem zupę, jakby ta prosta czynność mogła uporządkować moje myśli.
- Zupa będzie gotowa za kilka minut. Może jednak wolisz najpierw coś zjeść? Dawno nic nie jadłeś - Zauważyłem, a w moim głosie więcej było troski niż sugestii, którą mam nadzieję że zrozumie.

<Pasterzyku? C:>