Od Haru CD Daisuke

niedziela, 1 marca 2026

|
Widział w jego oczach tyle radości i coś jeszcze, czego na pierwszy rzut oka nie dało się nazwać. Może była to wdzięczność. Cicha, niewypowiedziana, ale prawdziwa. Wdzięczność za to, że ktoś w końcu dał mu to, czego od zawsze potrzebował uwagę, czułość, poczucie, że jest ważny.
Choć nigdy nie mówił o tym wprost i rzadko pozwalał sobie na okazywanie uczuć, dało się to dostrzec. W spojrzeniu, w drobnych gestach, w tym, jak miękł, gdy myślał, że nikt nie patrzy. To było coś, co można było nie tylko zobaczyć, ale i poczuć.
Bo przecież każdy chce być kochany. Każdy pragnie, by ktoś go zauważył, docenił, przytulił, nawet jeśli czasem udaje, że wcale tego nie potrzebuje. Nawet jeśli buduje wokół siebie mur obojętności, by nie pokazać, jak bardzo tęskni za bliskością.
- W żadnym wypadku nie musisz mi się odwdzięczać - Powiedziała spokojnie, z łagodnym uśmiechem. - Jestem dla ciebie dobra, bo tego chcę, a nie dlatego, że muszę. Niczego w zamian nie oczekuję. Najważniejsze jest dla mnie to, że mój wnuk ma przy sobie kogoś, kogo kocha… i kogoś, kto jego samego szanuje. A to, jako babci, daje mi największy spokój i radość. - Uśmiechnęła się wtedy najcieplej, jak tylko potrafiła, z tą prostą, bezwarunkową miłością, którą potrafią dawać tylko babcie.
Mój panicz uśmiechnął się do mojej babci łagodnie, z nutą nieśmiałości, ale na jego twarzy wyraźnie malowała się wdzięczność. Potrafił być wdzięczny. Potrafił dziękować za okazane uczucia i troskę i właśnie to było w nim tak piękne. Miał w sobie coś niezwykłego, mimo że wychowała go kobieta, która nie potrafiła dać mu ani ciepła, ani bezpieczeństwa.
- Dziękuję pani bardzo - Powiedział cicho.
Chwycił kubek z ostrożną delikatnością i oparł się wygodniej o moją klatkę piersiową, jakby właśnie tam było jego najpewniejsze miejsce.
Babcia uśmiechnęła się ciepło, po czym odwróciła głowę w moją stronę.
- A jeśli o ciebie chodzi, mój drogi… - Zaczęła z tym swoim tonem, który nie dopuszczał sprzeciwu. - Zaraz zrobię ci herbatę. Mam zioła dobre na pamięć. - Stwierdziła to z przekonaniem i wróciła do czajnika, w którym właśnie zaczynała szumieć woda.
No świetnie. Wygląda na to, że teraz oboje się na mnie uparli i będą chcieli mi pomagać, nawet jeśli wcale tego nie potrzebuję. A przynajmniej tak sobie wmawiam.
Zastanowiłem się przez chwilę, czy jest sens się z nimi kłócić. Czy warto w ogóle zaczynać dyskusję. I doszedłem do wniosku, że nie, zdecydowanie nie ma to najmniejszego sensu. Ja powiem jedno, oni powiedzą drugie, a i tak nic z tego nie wyniknie.
To jak walka ze ścianą. Możesz uderzać w nią głową raz za razem, możesz próbować z całych sił, ale ściana nawet nie drgnie. Zostanie tylko ból i zmęczenie.
A mimo to czasem próbuję. Staram się jak mogę, żeby pokazać im, że to, co mówię, nie jest wyssane z palca. Że moje słowa mają sens, że nie rzucam ich w próżnię bez powodu. Chciałbym, żeby chociaż raz naprawdę mnie wysłuchali, nie po to, by odpowiedzieć, ale po to, by zrozumieć.
I może właśnie w tym tkwi problem. Ja wciąż wierzę, że da się przebić tę ścianę.
- Nawet nie wiem czy jest sens dyskutować z wami - Odparłem, ciężko przy tym wzdychając, czuję, że już jestem na przegranej pozycji.

<Paniczu? C:>