Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w starszego mężczyznę, analizując jego słowa. Praca byłaby teraz dla mnie niezwykle ważna. Potrzebowałem pieniędzy, nawet jeżeli tu nie zostaniemy, to na przyszłość. Zwłaszcza w tej chwili, w której to idą chłody. W takiej porze roku nie wiem, czy długo bym wytrzymał w prowizorycznym szałasie.
– W porządku. Możemy wznowić współpracę – powiedziałem w końcu. Jeżeli sytuacja się nie poprawi, znów zrezygnuję. Ale dopiero po wypłacie. Naprawdę potrzebowałem tej gotówki...
– W takim razie do zobaczenia jutro. O ósmej – zaznaczył, co mnie zaskoczyło. Ostatnio musiałem wstawać o szóstej, i pracować do późnych godzin popołudniowych, co było wycieńczające dla mojego organizmu. Nie miałem siły ani ochoty na nic, a przecież miałem partnera, który na mnie czekał cały dzień. I co, po tym wszystkim miałem go znów zostawić samego sobie? Bo mi się chciało spać? To było naprawdę słabe zachowanie z mojej strony.
Kiwnąłem głową, a kowal odszedł. Ścisnąłem nieco mocniej dłoń Mikleo, który to cały czas przy mnie był. Gdyby nie on, ja nie wiem, co bym bez niego zrobił. Nawet jeśli nic nie mówił, był obok mnie, i to w zupełności wystarczyło jako takie ciche wsparcie. Ja naprawdę nie potrzebowałem dużo.
– Sądzisz, że dotrzyma umowy? – zapytałem cicho, kiedy zamknąłem drzwi.
– Tak. Wydawał się być szczerze skruszony – odpowiedział równie cicho, kierując się ze mną do kuchni. – Zresztą, skoro nie jesteś pewny, to czemu się zgodziłeś?
– Bo potrzebujemy pieniędzy. Chociaż trochę, zwłaszcza, gdyby nas mieli stąd wyrzucać. Chciałbym spędzić zimę w ciepłym miejscu, albo chociaż w jakimś pomieszczeniu – powiedziałem cicho, chwytając za ciepłą herbatę. – Jeśli to się nie zmieni, poczekam do wypłaty i... i nie wiem. Może nie będę miał wyjścia? – powiedziałem cicho, zmartwiony tym faktem. Chciałem mu pokazać, że jednak jestem silny, ale ciężko udawać, że jest się silnym, kiedy nim się nie jest.
– Przecież też mogę iść do pracy. Też jestem zdolny do pracy – odpowiedział.
– Wiem, ale obiecałem ci, że się tobą zajmę, i chcę się tobą zaopiekować. A jako głową rodziny, nawet tak małej, muszę sobie dawać radę, i jakoś opiekować się tą rodziną – powiedziałem, siadając na krześle.
– Nie jesteś sam. Nie musisz tego wszystkiego brać na swoje barki – odpowiedział łagodnie, siadając na moich kolanach. – Jak będzie źle, po prostu stamtąd odejdź. Mam pewien plan, nie pozostaniemy bez pieniędzy – obiecał, gładząc mój policzek. – Powinieneś wypić i zdrzemnąć się trochę. Myślę, że dobrze ci to zrobi. Oczyścisz umysł. Zregenerujesz się. Wydaje mi się, że w nocy nie za dobrze spałeś.
– Może masz rację... Ale tylko pod warunkiem, jak położysz się ze mną – poprosiłem, uśmiechając się delikatnie do niego. Jak położę się spać, to może nie będę odczuwał takiego głodu, i więcej pieniędzy zaoszczędzę... Tak, to też jest całkiem sprytny plan.
<Owieczko? c:>