W sumie taka herbatka nie byłaby wcale złym pomysłem. Jeśli naprawdę miałaby pomóc mi zapamiętywać to i owo, to czemu miałbym z niej nie skorzystać? Chyba złapałbym się wszystkiego, co choć odrobinę mogłoby sprawić, że zacznę myśleć szybciej, składniej… i że w mojej głowie zostanie coś więcej niż tylko urywki myśli. Cieszyłbym się z czegokolwiek, co pozwoliłoby mi zapamiętywać więcej niż dotychczas, jakby ktoś w końcu przekręcił odpowiedni klucz w zardzewiałym zamku.
- Wybacz - Westchnąłem z przesadną powagą, choć w kącikach ust czaił się uśmiech. - Mogłeś poszukać sobie partnera z wyższym ilorazem inteligencji. Wybierając mnie, skazałeś się na kogoś, kto jest głupszy, niż ustawa przewiduje. - Uśmiechnąłem się do niego głupkowato, celowo robiąc minę niewiniątka. Trochę dla żartu, a trochę po to, by ukryć, że w tych słowach było jednak ziarenko prawdziwej niepewności.
- Jesteś bardzo mądry. Tylko udajesz głupka - Odpowiedział spokojnie, patrząc na mnie tak, jakby widział więcej, niż chciałbym pokazać. - I niestety muszę przyznać, że wychodzi ci to wyjątkowo dobrze. - Nie pierwszy raz to słyszałem. Te słowa padały z jego ust już wcześniej, w różnych momentach, żartem, półżartem, a czasem całkiem serio. I za każdym razem reagowałem podobnie. Wzruszeniem ramion, śmiechem, kolejną ironią. On uparcie wierzył, że nadaję się do rzeczy, w które ja sam nie potrafiłem uwierzyć. Jakby nie dopuszczał do siebie myśli, że mogę mieć rację co do własnych ograniczeń.
A może po prostu widział we mnie coś, czego ja w sobie jeszcze nie umiałem dostrzec?
Zastanowiłem się przez chwilę, czy w ogóle jest sens komentować to, co powiedział. Ja powiem swoje, on powie swoje i na tym się skończy. I tak żadne z nas nie zmieni zdania. Nie chciałem kłócić się o coś, co dla mnie było zwyczajną głupotą. Ja uważałem jedno, on drugie i tyle z tego wynikało.
Westchnąłem cicho, po czym przyciągnąłem go do siebie i objąłem, jakby ten gest mógł zakończyć temat lepiej niż jakiekolwiek słowa. Złożyłem delikatny pocałunek na jego czole, pozwalając, by to był mój sposób na powiedzenie: „nie chcę się sprzeczać”.
- Oczywiście. Jeśli tak sądzisz - Zgodziłem się w końcu.
Nie dlatego, że naprawdę podzielałem jego zdanie. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że z nim nie wygram. On potrafił być uparty w swojej wierze we mnie, czasem bardziej niż ja w swoich wątpliwościach. A poza tym… moja babcia zawsze trzymała jego stronę. Dwóch na jednego. Z góry skazany na porażkę.
Uśmiechnąłem się pod nosem na tę myśl. Może faktycznie nie miałem z nimi żadnych szans. Ale w głębi duszy było w tym coś dziwnie kojącego, że ktoś nawet wbrew moim protestom, uparcie widzi we mnie więcej, niż ja sam jestem w stanie dostrzec.
- Tak? Ale mówisz to dlatego, że naprawdę tak czujesz i tak uważasz… czy tylko dlatego, że chcesz mieć święty spokój? - Zapytał, przyglądając mi się uważnie.
Miał tę irytującą zdolność rozgryzania mnie szybciej, niż ja sam potrafiłem zrozumieć własne myśli.
Uniosłem lekko brew.
- A jak myślisz? - Odbiłem piłeczkę.
Moja odpowiedź była wymijająca, ale chyba mówiła mu więcej niż tysiące słów. W spojrzeniu, w lekkim skrzywieniu ust, w tym krótkim zawahaniu, wszystko było aż nazbyt czytelne.
Daisuke westchnął ciężko i pokręcił głową.
- Tak właśnie myślałem - Mruknął pod nosem.
Na moich ustach pojawił się mimowolny uśmiech. Nie potrafiłem się na niego gniewać, nawet jeśli bezlitośnie wyciągał na światło dzienne to, co próbowałem ukryć pod żartem i ironią.
- Wybacz. Niektórych rzeczy po prostu nie da się zmienić - Powiedziałem ciszej.
W tym momencie mój wzrok powędrował w stronę babci, która właśnie niosła herbatę dla mojego panicza z miną pełną troski i przekonania, że oto uczestniczy w czymś niezwykle ważnym. Prawie jakby chodziło o coś znacznie ważniejszego od zwykłej herbaty.
<Paniczu? C:>