Trochę mnie zaskoczyło to jego porównanie do sernika. Jak mi to tłumaczył, to tak naprawdę mógł użyć każdego innego ciasta... albo po prostu, ciasta. A on wybrał sernik. Czy to oznacza, że ma ochotę na to konkretne ciasto? Zrobiłbym mu je, gdybym potrafił. I miał składniki. Pieniędzy mamy jednak naprawdę mało i nie wiem, czy starczyłoby nam na wszystkie składniki. A takie ciasto... Cóż, nim się nie najem. Gdybym tylko znalazł jakąś pracę... chociaż, tym na razie najmniej się powinienem przejmować. Nie wiadomo, czy w ogóle możemy tu sobie układać życie. Na razie powinniśmy poczekać na zebranie rady. A potem, jak już będziemy mieć jakąś wiedzę, będziemy wiedzieć, co robić. Ale jak już tylko staniemy trochę bardziej na nogi, to nauczę się robić ten cały sernik i mu przygotuję. A jak mi nie wyjdzie, zawsze mogę kupić w jakiejś cukierni. A może lepiej kupić od razu? Bo na pewno mi się nie uda zrobić. A skoro ma taką ochotę, no to najlepiej jak najszybciej tę jego prośbę spełnić.
– Przygotować ci coś do picia? – zaproponowałem, kiedy tylko znaleźliśmy się w domku, który jeszcze na tę chwilę należał do nas. Gdzie mogliśmy odetchnąć, nie musieliśmy słuchać tych wszystkich szeptów, i czuć spojrzeń... i po prostu czekać. Może jeszcze dzisiaj udałoby się to załatwić? Im szybciej, tym lepiej. – Mamy herbatę... i wodę. Nawet co już czekolady nie mogę kupić – cicho westchnąłem, zmartwiony z tego powodu. Lubił w końcu czekoladę, którą robiłem mu ja, ale i mleka już jest niewiele, a czekolady już w ogóle nie mamy. Nie mówiąc o tych przepysznych dodatkach.
– W porządku, herbata może być. Pod warunkiem, że wypiję ją z tobą – poprosił, na co kiwnąłem głową.
– Nie ma problemu. Z chęcią się napiję. Zajmę czymś ręce, i jakoś to przetrzymam – stwierdziłem, uśmiechając się łagodnie. Nie mogłem się poddawać, chociaż byłem zmęczony. Musiałem być jego ostoją. Bo jak ja nie będę, to kto mu pozostanie?
– Damy radę – powiedział łagodnie, kierując się ze mną do naszej małej kuchni. Ja nastawiłem wodę, a on przygotował kubki, wrzucił torebki herbaty... cisza, która pomiędzy nami panowała, była dosyć przyjemna. Nie chciałem jej przerywać.
– Już nawet cytryn nie mamy – mruknąłem, trochę zmartwiony tym faktem. Co prawda, cytryna jest bardziej takim dodatkiem i nie jest niezbędna, ale ile jeszcze takich przedmiotów będzie nam brakować? Obym tylko jakoś wytrzymał...
– Może powinniśmy się przejść na zakupy? – zapytał, na co pokręciłem głową.
– Nie, nie. Cytryna to tylko dodatek. Wolałbym zostawić pieniądze na właściwie jedzenie. Na ryż, makaron, warzywa, jajka... na tym przynajmniej trochę pożyję – powiedziałem, siląc się na lekki uśmiech. Wielu rzeczy będę musiał się wyprzeć, no ale dam radę. Nie mam za bardzo wyjścia. Ograniczę się do jednego posiłku dziennie, i coś z tego będzie.
<Owieczko? c:>