Szczerze mówiąc, wcale nie czułem, żeby stało się coś złego. To, że poszedł spać zamiast siedzieć z nami, było zupełnie naturalne. Był zmęczony, widziałem to w jego oczach jeszcze zanim zniknął na kanapie w salonie. Ja i babcia spędziliśmy ten czas naprawdę dobrze. Rozmawialiśmy długo, swobodnie, wracając do spraw, które kiedyś nas poruszały, męczyły albo miały dla nas ogromne znaczenie. Wspomnienia mieszały się z refleksjami, a powaga z cichym śmiechem. To były nasze tematy, takie, które dla niego nie miałyby większej wagi. I byłem tego całkowicie pewien.
Nie miałem w sobie ani odrobiny żalu. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się, że wreszcie mógł odpocząć bez poczucia obowiązku, że musi przy nas siedzieć tylko dlatego, że tak wypada. Czasem największym dowodem bliskości jest właśnie pozwolenie komuś na spokój.
Przytuliłem go do siebie, gdy tylko usiadł na moich kolanach, składając na czole delikatne pocałunek.
- Kochanie, naprawdę nic się nie stało - Powiedziałem spokojnie. - Najważniejsze jest to, że czujesz się lepiej. Nie ma dla nas żadnego znaczenia, czy spałeś godzinę, dwie, trzy czy nawet pięć. Odpoczynek był ci potrzebny. - Pochyliłem się i złożyłem na jego policzku kolejny ciepły pocałunek, chcąc, żeby poczuł to, czego może nie da się w pełni wyrazić słowami, że nikt nie ma do niego pretensji. Że nie ma w tym ani cienia rozczarowania. Jest tylko troska. I zrozumienie.
Bo naprawdę był zmęczony. A ja chciałem, żeby wiedział, że jego spokój jest dla mnie ważniejszy niż jakiekolwiek wspólne siedzenie przy stole.
Poza tym babcia wcale nie była urażona. Wręcz przeciwnie, cieszyła się, że Daisuke w końcu odpocznie. Sama przecież widziała, że ledwo trzymał się na nogach. To ona jako pierwsza zaczęła go namawiać, żeby się położył. Gdyby nie jego upór, pewnie już dawno by się zdrzemnął i oszczędził sobie tego zmęczenia.
A dla mnie to właśnie było najważniejsze, żeby po prostu odpoczął.
Kiedy jednak w końcu do nas wrócił, wyglądał już zdecydowanie lepiej, choć wciąż miał w sobie tę swoją charakterystyczną, nieco naburmuszoną minę.
- Chciałbyś może coś przekąsić? - Zapytałem, zmieniając temat. Bardziej z troski niż z rzeczywistej potrzeby. Byłem po prostu ciekaw, czy nie nabrał ochoty na coś małego.
Spojrzał na mnie tak, jakbym właśnie zaproponował mu kolejną dokładkę obiadu.
- Haru, wiesz dobrze, że po takim obiedzie dziś już nic nie zjem - Stwierdził, rzucając mi to swoje ciężkie spojrzenie, jakby samo pytanie było lekką obrazą.
Westchnąłem w duchu...Naprawdę, nie pytasz, źle. Pytasz, też źle. Czasami bywa dla mnie zupełnie nie do rozszyfrowania.
- Tylko pytam. Może akurat miałbyś na coś ochotę - Wyjaśniłem spokojnie, posyłając mu jeden z tych uśmiechów, które zwykle potrafią rozbroić nawet jego najgorszy humor.
Bo niezależnie od wszystkiego, wolałem zapytać jeszcze raz, niż miałby później powiedzieć, że w ogóle się nim nie interesuję.
- A wiesz… w sumie jeść nie chcę, ale czegoś bym się napił. - Muszę przyznać, że te słowa bardzo mi się spodobały. Przynajmniej nie odrzucił wszystkiego od razu. Był tylko jeden, drobny problem, siedział właśnie na moich kolanach, rozparty całkiem wygodnie, jakby to było najnaturalniejsze miejsce na świecie. A w takiej pozycji trudno było mi wstać i cokolwiek przygotować.
Objąłem go odruchowo mocniej w pasie, przez krótką chwilę zastanawiając się, czy w ogóle próbować się uwolnić z tego uścisku.
- Oczywiście, zaraz zrobię ci herbatę - Odpowiedziałem bez wahania.
Już miałem poprosić go, żeby na moment zszedł z moich kolan, kiedy babcia podniosła się z fotela szybciej, niż zdążyłem otworzyć usta.
- Ja ją zrobię - Odezwała się babcia, postanawiając zrobić coś dla mojego partnera. Moja babcia była naprawdę wspaniałą kobietą, takiej można mi pozazdrościć.
<Paniczu? C:>