Z tej strony zdecydowanie go nie znałem. To nie był mój Sorey, on nigdy taki nie był. Niesamowite, że zwykli ludzie potrafili go tak zmienić. Jeszcze bardziej przerażające było to, że jego beznadziejny ojciec był w stanie skrzywdzić go aż tak bardzo. Bolało mnie, że mimo tego, iż zawsze byłem przy nim, wspierałem go jak tylko potrafiłem, on był w stanie uwierzyć komuś takiemu… i stracić wiarę w siebie, zamiast uwierzyć w moje słowa i trzymać się mnie, tak długo, jak tylko będziemy mogli być razem.
Skoro po kilku słowach swojego ojca próbował mnie opuścić, świadczyło to naprawdę źle o jego stanie psychicznym. Nie mógł się tak łatwo poddawać. Wiedziałem, że codzienna walka o akceptację jest ciężka, dla mnie wręcz niezrozumiała. Ja nigdy o nią nie walczyłem. Zawsze byłem wyrzutkiem, gorszym od innych z każdego możliwego powodu. Z czasem nauczyłem się z tym żyć. Mój charakter mi na to pozwalał, pozwalał mi być samotnikiem, kimś, kto nie potrzebuje niczego i nikogo poza samym sobą.
A jednak przy nim przez całe życie czułem się inaczej. Czułem, że mam dla kogo żyć. Że w ogóle kogokolwiek obchodzi to, kim jestem. I to co naprawdę czuję. On sam w zupełności mi wystarczał. Nigdy nie musiałem mu nic udowadniać, tak jak on nigdy nie musiał nic udowadniać mnie. A mimo to… dla niego najwyraźniej to było za mało.
- Nie przejmuj się tym - Wyszeptałem, kładąc dłonie na jego policzkach, muskając je delikatnymi pocałunkami. - Twoi rodzice może i cię oddali, może jesteś sierotą… ale nie jesteś w tym sam. Ja też nie mam rodziców. Moją jedyną rodziną jesteś ty. I wiesz… nigdy, przenigdy nic nie musisz mi udowadniać. Nawet jeśli czujesz, że musisz proszę, wyrzuć to z głowy. Dla mnie jesteś fantastyczny taki, jaki jesteś. I nie chcę, żebyś się zmieniał. - Miałem nadzieję, że moje słowa choć trochę podniosą go na duchu. Że uwierzy w to, co mówię. Że zrobi cokolwiek, by znów się podnieść. - A teraz już nic nie mów - Dodałem ciszej. - Nie myśl o tym. Dopij herbatę, ubierz się ciepło i chodźmy. Im szybciej dotrzemy do biblioteki, tym szybciej dowiemy się czegoś o twojej przeszłości. - I choć Sorey narzekał, że to wszystko nie ma sensu, w końcu wypił herbatę i się przygotował. W ten oto sposób mogliśmy opuścić chatkę i ruszyć w stronę biblioteki miejsca, w którym być może uda nam się odkryć prawdę o jego pochodzeniu.
Podczas drogi do miejsca docelowego nie rozmawialiśmy ze sobą. Nie zwracaliśmy też uwagi na innych, a przynajmniej ja starałem się tego pilnować, dbając, by mój partner również nie skupiał na nich spojrzenia. Nie miało to najmniejszego sensu. Teraz liczyło się tylko jedno: musiał się skupić na tym, o co chce zapytać. Na tym, czego naprawdę chce się dowiedzieć. Na tym, jak poprowadzić rozmowę i jak przekonać kobietę do zwierzeń.
Wiedziałem, że była osobą miłą, ciepłą, łagodną, wręcz przekochaną. A jednak nawet przy takich ludziach należało zachować ostrożność. Pytania trzeba było zadawać uważnie, z wyczuciem, krok po kroku, by nie wzbudzić niechęci ani podejrzeń. Jedno nieprzemyślane słowo mogło sprawić, że zamknęłaby się w sobie, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić.
Dlatego pozwoliłem, by cisza towarzyszyła nam przez całą drogę spokojna, ciężka od myśli, ale potrzebna. Lepiej było zostawić wszystko na moment, w którym naprawdę nadejdzie czas na rozmowę.
<Pasterzyku? C:>