Kiwnąłem głową, też już mając dosyć tego zimna. Chciałem się schować za grubymi murami, gdzie jest trochę bardziej ciepło. Może nie było to najcieplejsze miejsce, w jakim byłem, ale tam było zdecydowanie cieplej niż tu na zewnątrz. No i nie ma w tam ludzi, którzy to darzą mojego chłopaka romantycznym uczuciem. Wiem, że on nic do niej nie czuje, jednak nie potrafiłem nie czuć zazdrości. Gdyby do mnie odzywał się ktoś, kto jest we mnie zakochany, też byłby zazdrosny, jestem tego bardziej niż pewien.
– Masz rację, powinniśmy iść. Poza tym, zimno mi. Mam ochotę na gorącą czekoladę – powiedziałem, starając się nie wracać do tamtego tematu. Po prostu będę musiał zaakceptować fakt, że istnieje ktoś taki, jak ona. Powinienem patrzeć na pozytywne aspekty tej sytuacji. Ktoś nie ma mu za złe tego co się wydarzyło. To powinno być dla mnie najważniejsze.
– Przygotuję ci taką, jak tylko wrócimy – obiecał, całując kącik moich ust.
Ruszyliśmy w drogę powrotną w ciszy. Martwiłem się o tę dziewczynę. Czułem, że ona wcale tak łatwo nie odpuści, a to mnie niepokoiło. Mało kto cieszyłby się z faktu, że jakaś zakochana laska kręci się obok jego faceta. Tyle rzeczy się może wydarzyć, tyle sztuczek zastosować... ścisk w żołądku się pogorszył. Sam nie wiem, co gorsze. Ta dziewczyna zakochana w nim od prawdopodobnie wielu lat, czy ten młodzik z młodszych klas, co za nim chodzi po szkole i ewidentnie pragnie jego uwagi.
– Wróciliśmy – rzucił Haru, zamykając za nami drzwi. – Mamy wszystko, a nawet więcej.
– Więcej? Starczyło wam pieniędzy? – spytała jego babcia, powoli idąc w naszą stronę.
– Oczywiście. Nawet zostało reszty – powiedziałem lekko, stawiając jedną z siatek na stole i zaczynając ją powoli rozpakowywać. Ja miałem te lżejsze rzeczy, Haru niósł wszystko to, co ciężkie.
– Coś... coś mi się tu nie zgadza – odparła, marszcząc brwi przyglądając się wszystkim zakupom. Haru zerknął na mnie kątem oka, ale nic nie powiedział, tylko odłożył resztę pieniędzy na blat.
– Wszystko się zgadza, proszę pani – powiedziałem spokojnie. Mam nadzieję, że nie będzie dociekliwa, albo co gorsza będzie mi chciała oddać pieniądze. Nic z tego nie jest konieczne. – O tobie też nie zapomniałem. Proszę bardzo – odezwałem się do Racucha, otwierając mu paczkę z kawałkami suszonej cielęciny. Kociak był naprawdę zadowolony, szybko pochłonął przysmaki, a następnie zaczął miło mruczeć. Ale miałem teraz wielką ochotę go wziąć na ręce i przytulić. Coś czuję, że to mi bardzo pomoże.
Pomogłem Haru w rozpakowywaniu zakupów, a kiedy już skończyłem mój chłopak powiedział, że mogę na chwilę usiąść, a on zrobi mi obiecaną czekoladę. Nie oponowałem. Wziąłem Racucha na ręce, który to przez cały czas trzymał się blisko mnie, i udałem się do salonu, by zająć miejsce w fotelu i opatulić się kocem. Potrzebowałem się wyciszyć, i jakoś rozpuścić ten okropny lód w żołądku, który dalej nie potrafił zniknąć.
<Wilczku? c:>