Doskonale wiedziałem, co tak naprawdę gryzie mojego panicza. Czułem to pod skórą, był zazdrosny. Zazdrosny o dziewczynę, która w rzeczywistości nie miała dla mnie większego znaczenia. O osobę, z którą nigdy nie planowałem przyszłości. Była moją przyjaciółką, kimś bliskim, kimś, komu wiele zawdzięczałem, jej obecność, wsparcie, zwyczajną ludzką życzliwość.
Jej rodzice mnie lubili, mimo mojej przeszłości. Zawsze byłem im za to wdzięczny i to się nigdy nie zmieni. Lubiłem ich i szanowałem. Ale to wszystko. Nigdy nie było i nigdy nie będzie między mną a nią nic więcej, nawet jeśli ona kiedyś pomyśli inaczej. To tylko przyjaźń damsko-męska. Nic poza tym.
- A jednak czuję, że jesteś zazdrosny - Powiedziałem w końcu, spokojnie, ale szczerze. - Mimo że nic mnie z nią nie łączy i łączyć nie będzie. - Czułem, że muszę to powiedzieć. Jeśli bym tego nie zrobił, on dusiłby to w sobie, a to zjadałoby go od środka. Bałem się tylko jednego żeby niczego sobie nie wmówił. Brakowało mi jeszcze tego, by pomyślał, że wolę Florę zamiast niego. A przecież to przeszłość, która tak naprawdę nigdy nie była niczym więcej niż przyjaźnią. Przyjaźń to nie miłość. To nie uczucie, którego powinien się bać.
Oczywiście czułem, że moja przyjaciółka chciałaby czegoś więcej. Zawsze to czułem. Ale ja nigdy niczego od niej nie chciałem. Nigdy jej nie kochałem i nigdy nie chciałem jej kochać. Chciałem mieć ją w swoim życiu, ale jako przyjaciółkę. Uwielbiałem ją, tak, lecz tylko w tym znaczeniu. Zawsze bliżej było mi do mężczyzn. Dostrzegałem piękno kobiet, ale nigdy tak naprawdę mnie do nich nie ciągnęło.
- Ty może nigdy nic do niej nie czułeś - Odpowiedział w końcu - Ale ona ewidentnie coś do ciebie czuje. Jest piękną kobietą. Bardziej pasuje do ciebie niż ja. I co najważniejsze… gdybyś z nią był, nie musiałbyś się ukrywać przed światem. A ze mną, cokolwiek by się między nami działo, zawsze musisz się ukrywać. Przynajmniej dopóki nie będę wolny od babci. - Słuchałem go i nie rozumiałem, skąd nagle te myśli. Skąd ta niepewność. Nigdy nie powiedziałem ani jednego słowa, które mogłoby ją w nim zaszczepić. Mój biedny… bolało mnie jego zachowanie, bo nie powinno mieć miejsca. Był całym moim światem. I żadna przeszłość, żadna przyjaciółka, żadna Flora, nigdy tego nie zmieni.
- Może i coś do mnie czuje - Powiedziałem cicho - Ale co to tak naprawdę zmienia? Gdybym naprawdę chciał być z nią, nigdy nie byłbym z tobą. A jednak to twoją dłoń trzymam, nie jej. Prawda? - Ścisnąłem jego palce mocniej, jakby sam ten gest miał być odpowiedzią na wszystkie jego wątpliwości.
- I tak… oczywiście bywa to męczące - Przyznałem po chwili. - Ukrywanie się przed całym światem nie jest łatwe. Ale ja znam sytuację. Wiedziałem, na co się decyduję, od samego początku. Nie mogę teraz narzekać ani obwiniać cię za cokolwiek. Akceptuję to. Rozumiem. - Spojrzałem na niego z czułością, której nie potrafiłem i nie chciałem ukrywać. - Poza tym, bez względu na to, co inni będą o nas myśleć albo czuć… ja i tak będę cię kochać. Bo jesteś całym moim życiem. - Wyszeptałem te słowa, po czym pochyliłem się i pocałowałem go w policzek, trzymając jednocześnie mocno torby z zakupami, jakby były jedyną rzeczą, która trzyma mnie jeszcze w tej rzeczywistości. - Wracamy? - Zapytałem łagodniej. - Babcia na pewno już na nas czeka. - Chciałem wrócić z nim do domu. Do miejsca ciepłego, bezpiecznego. Z dala od ludzi, którzy gapili się na nas zbyt długo, zbyt uważnie, jakby próbowali zrozumieć coś, co było tylko nasze.
<Daisuke? C:>