Od Haru CD Daisuke

niedziela, 15 lutego 2026

|
 Słuchałem z uwagą słów które przekazywał mi mój panicz, bo wiedziałem, że choć może sam nie stał godzinami przy garnkach, to wiedzę miał sporą. Sam sposób, w jaki mówił o jedzeniu, zdradzał doświadczenie. Wystarczyło posłuchać, jak opisywał smaki i połączenia składników, by wiedzieć, co z czym powinno się łączyć, a czego lepiej unikać. Mówił o tym tak, jakby pamiętał dokładnie, jak smakowało to kiedyś. Prosto, domowo, bez udziwnień.
Dlatego w tej sytuacji postanowiłem mu zaufać.
Zrobiłem wszystko tak, jak radził. Umyłem dokładnie mięso, obrałem ziemniaki, z jego pomocą, bo w końcu miał mi pomagać. I nie chcę słuchać żadnego ale. Przygotowałem również świeżą surówkę. Mięso smażyłem dokładnie tyle, ile polecił, pilnując ognia i czasu, żeby było soczyste w środku i odpowiednio zarumienione z zewnątrz. Chciałem, by całość smakowała tak, jak powinno, bez pośpiechu, bez niedopatrzeń.
Kiedy w końcu wszystko było gotowe, ułożyłem jedzenie starannie na talerzu.
- Gotowe. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - Odezwałem się z wyraźną satysfakcją, podając mu porcję.
- Zaniesiesz to mojej babci, dobrze? — Poprosiłem spokojnie.
Skinął głową gdy ja nałożyłem kolejną porcję na talerz, starając się, by wyglądała równie apetycznie.
- Oczywiście - Odpowiedział, przyjmując ode mnie naczynie.
Ruszył do salonu i postawił talerz przed babcią z delikatnym uśmiechem. Po chwili wrócił do kuchni, by zabrać następne porcje i choć trochę mi pomóc. W jego spojrzeniu było coś więcej niż zwykła uprzejmość, może wdzięczność, może troska o to, by wszystko przebiegło jak należy..
To nie miało najmniejszego znaczenia. Najważniejsze było to, że udało nam się wspólnymi siłami przygotować, mam nadzieję, naprawdę dobry posiłek. Mam nadzieję, bo przecież nigdy wcześniej sam nie smażyłem steka. 
Oparłem dłonie o blat i rozejrzałem się po kuchni, jakbym szukał jeszcze czegoś, co mogłoby dopełnić całość. Nagle przyszło mi coś do głowy. Wychyliłem się z kuchni w stronę salonu.
- Babciu, mamy jakieś wino? - Zapytałem, zerkając na starszą kobietę.
Babcia podniosła wzrok znad stołu, a w jej oczach pojawił się cień rozbawienia.
- Tak, w piwnicy - Odpowiedziała spokojnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Skinąłem głową i ruszyłem w stronę schodów prowadzących w dół. W piwnicy panował przyjemny chłód i charakterystyczny zapach drewna oraz kurzu. Na półce stało kilka zakurzonych butelek. Przesunąłem palcami po etykietach, wybierając jedną z nich.
Po chwili wróciłem do kuchni z butelką w dłoni. Otworzyłem ją ostrożnie i rozlałem wino do lampek. Ciemny płyn z cichym pluskiem wypełnił szkło, a jego zapach subtelnie wymieszał się z aromatem smażonego mięsa.
Teraz naprawdę wszystko było gotowe.
Po nalaniu wina ostrożnie zaniosłem kieliszki do salonu i w końcu mogłem zająć swoje miejsce przy stole. Przez chwilę spojrzałem na wszystkich, jakby upewniając się, że wszystko jest na swoim miejscu.
- Smacznego - Powiedziałem z lekkim uśmiechem, po czym sam sięgnąłem po sztućce. Dopiero teraz poczułem, jak bardzo byłem głodny.
Przekroiłem stek. Nóż wszedł w mięso gładko, bez oporu. W środku było dokładnie takie, jakie miało być soczyste, delikatnie różowe. Wziąłem pierwszy kęs i na moment przestałem myśleć o czymkolwiek.
Był naprawdę dobry.
Poczułem satysfakcję, cichą, ale głęboką. To ja go przygotowałem. My wspólnie. Smak był wyrazisty, ale nie przesadzony, idealnie dopełniony przez chrupiącą surówkę i miękkie ziemniaki. Przez chwilę jadłem w milczeniu, delektując się każdym kęsem.
Nigdy wcześniej nie jadłem tak dobrego steka. A może po prostu pierwszy raz smakował mi tak bardzo, bo wiedziałem, ile pracy w niego włożyliśmy.
Szkoda tylko, że takie mięso jest aż tak drogie. Gdyby nie to jakbym ją częściej.

<Paniczu C:>