Rozumiałem doskonale, że mój partner mógł niepotrzebnie się martwić, niepotrzebnie dopowiadać sobie co poniektóre rzeczy. Chodziło mu chyba o to, że Flora, coś do mnie czuje a to naprawdę go niepokoiło.
Jednak w rzeczywistości, jak już wcześniej wspominałem, nie miało to najmniejszego sensu. Ja naprawdę kocham tylko jego i nigdy nie wymieniłbym go na Florę ani na nikogo innego, nawet jeśli ona próbowałaby stosować wszystkie swoje sztuczki.
Zawsze byłem wierny i taki pozostanę, bez względu na to, co miałoby się wydarzyć. Właśnie dlatego, chcąc odwrócić jego myśli od tej dziewczyny, zaproponowałem wspólne gotowanie. Nigdy wcześniej nie przygotowywałem wołowiny, to akurat była prawda, ale wiem, że poradziłbym sobie sam. Mimo to bardzo zależy mi na tym, aby mi towarzyszył, ponieważ czuję, że wspólnie spędzony czas pomoże mu przestać myśleć o kimś, o kim tak naprawdę w ogóle nie musi myśleć.
- Myślę, że razem przygotujemy obiad. Spokojnie, w bezpiecznej atmosferze, bez żadnych szkód - Stwierdziłem, składając delikatny pocałunek na jego czole.
Mój panicz wtulił się we mnie jeszcze mocniej, jakby chciał zatrzymać tę chwilę jak najdłużej. Trwałem tak razem z nim, pozwalając ciszy mówić więcej niż słowa. Czułem, że właśnie tego obaj potrzebujemy, tej bliskości, tego poczucia bezpieczeństwa. Miałem nadzieję, że dzięki temu przestanie myśleć o Florze.
Ona naprawdę nic dla mnie nie znaczyła i nigdy nie znaczyła w tym sensie, w jakim on mógłby to odbierać. Od zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi i nigdy nie chciałem, aby to się zmieniło. Tak naprawdę nigdy nie czułem wobec niej nic więcej i nigdy tego nie ukrywałem. Było mi dobrze tak, jak było.
Owszem, kochałem Florę, ale jak przyjaciółkę, jak siostrę. Nigdy nie patrzyłem na nią jak na kogoś, z kim chciałbym się związać. Moje uczucia od początku należały tylko do niego.
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu w tym bezpiecznym miejscu, tylko we dwoje. Czas mijał powoli, bez pośpiechu. Było dobrze tak, jak było, i nie chciałem niczego zmieniać. Kot, który leżał na jego nogach, głośno mruczał, jakby i on czuł spokój tej chwili.
Po pewnym czasie dołączyła do nas moja babcia, chcąc po prostu spędzić z nami chwilę. Była obecna, siedziała obok, nie musiała nic mówić, sama jej obecność wystarczała i dopełniała ciszę.
- To co? Chciałbyś pomóc mi przygotować obiad? - Zapytałem, leniwie unosząc się dosyć wygodnej kanapy.
Co prawda jakieś półtorej godziny wcześniej jedliśmy śniadanie, ale biorąc pod uwagę, ile czasu zajmuje przygotowanie takiego mięsa, to chyba najwyższa pora zabrać się do pracy. Nie wiedziałem dokładnie, jak długo powinno się je robić, jednak podejrzewałem, że dobrze przygotowana, dopieszczona wołowina taka, jaką on lubi, może zająć nawet dwie, a może i trzy godziny.
Pomyślałem też, że skoro ostatnio zbyt dużo myślał, to przynajmniej teraz nie będzie miał na to przestrzeni. Zamiast roztrząsać niepotrzebne sprawy, pomoże mi w gotowaniu, czy to przy smażeniu, czy duszeniu wołowiny, w zależności od tego, na co się w końcu zdecydujemy.
- Jesteś tego naprawdę pewien? - Dopytał, przyglądając mi się z widocznym zmartwieniem swoich oczach.
- Oczywiście skarbie, przynajmniej nauczysz się czegoś nowego - Stwierdziłem, wyciągając w jego stronę swoją dłoń.
<Paniczu? C:>