Od Daisuke CD Haru

poniedziałek, 9 lutego 2026

|
 Przyjąłem czekoladę od niego z delikatnym uśmiechem. Tak, tego potrzebowałem, gorącej czekolady i jego bliskości. Ta dziewczyna nie mogła mi wyjść z głowy. Sposób, w jaki potraktowała moją obecność i fakt tego, że jestem jego chłopakiem, zaniepokoił mnie. Jakbym dla niej nie istniał, albo może bardziej, jakbym nie był żadnym zagrożeniem. To było martwiące. Ona zdecydowanie będzie coś kombinować. Skoro znów go zobaczyła, łatwo nie odpuści. I w sumie, nie mogłem jej się dziwić. Po latach spotyka chłopaka, którym darzyła szczerym uczuciem, oczywiście, że nie odpuści i spróbuje go zdobyć. Ja bym zdecydowanie tak postąpił na jej miejscu... i dlatego tak bardzo byłem zmartwiony. A najgorsze, że nie mogłem tego pokazać, bo nie będzie chciał się z nią spotykać. A powinien. Powinien wychodzić, mieć znajomości, i cieszyć się życiem, jakie to powinien mieć zwykły nastolatek. To, co go spotkało, nigdy nie powinno nastąpić. Nie powinien tak cierpieć. I szkoda, że tego cierpienia nie mogłem od niego zabrać. Przejąłbym je na siebie. Ja i tak na swój sposób byłem odrzutkiem. Wszystkich interesowała głównie moja pozycja i to, co zyskają, jeśli będą mieć ze mną i moją rodziną dobre kontakty. Takie znajomości mnie nie interesowały, ale też z drugiej strony byłem świadom, że są potrzebne do egzystowania w takim świecie. I chociaż pieniądze otwierały mnóstwo dróg, ułatwiały mnóstwo spraw... nachodziły mnie myśli, by porzucić to życie. Miałem wystarczająco dużo sprytu i pomysłów, by sobie poradzić bez nich. Może nawet łatwiej byłoby się przebić z moimi wynalazkami...? Cóż, do pełnoletności mi niedużo zostało. Nie ma co teraz kombinować. Wytrwam, a wtedy będę szczęśliwy z Haru. Ułożę swoje życie na nowo, tak, jak tego chcę. 
– Dziękuję – powiedziałem cicho, po czym wziąłem pierwszy łyk. – Przepyszna. Taka, jaką chciałem. 
– Cieszę się. Mam wrażenie, że myślami jesteś gdzieś indziej – zauważył, drażniąc kciukiem moją dłoń. Jego głos był delikatny, ostrożny, jakby nie chciał mnie spłoszyć. 
– Wszystko jest w porządku – powiedziałem spokojnie, wpatrując się w czekoladę. Zdecydowanie muszę lepiej grać, bo jeszcze mi powie, że nie będzie nigdzie wychodził, a nie o to chodziło. Jeżeli ta znajomość sprawia mu przyjemność, nie mogę mu jej zakazać, a coś czuję, że byłby w stanie ją zaprzepaścić, jeżeli sprawiałaby mi przykrość. – Zmarzłem jedynie. Strasznie zimno tu macie. 
– Wypijesz, to się rozgrzejesz – stwierdził ciepło, tuląc mnie do siebie. – Dalej przejmujesz się Florą? 
– Ciężko się nią nie przejmować, kiedy darzy cię tak silnym uczuciem – powiedziałem, nie mogąc mu przecież kłamać w żywe oczy. – I wiem, ty do niej nic nie czujesz, ale nie wydawała się być przejęta faktem, że masz już kogoś. 
– Nie martw się, dobitnie jej dam znać, że mnie w ogóle nie interesuje – uspokoił mnie, po czym ucałował mnie w szyję. Nie byłem pewien, czy ją to przekona. Nie wiem, co musiałaby usłyszeć albo zobaczyć, by dać mu spokój. – Pomożesz mi później z obiadem? Kupiłeś wołowinę, a ja nie mam pojęcia, jak się przygotowuje takie mięso. 
– A myślisz, że ja mam? Ja potrafię jedynie jeść wołowinę – odpowiedziałem, delikatnie marszcząc brwi. Co on znów kombinował? 
– No, to i tak więcej ode mnie – dodał rozbawiony. Coś czułem, że to była tylko próba przekierowania moich myśli na inne tory. Chociaż, może to nie byłby taki zły pomysł? Może dzięki temu nie będę go tak martwić. 
– Jak nie boisz się, że zniszczę obiad, mogę ci pomóc, ale nic nie obiecuję. Beznadziejnie gotuję – ostrzegłem go, nie chcąc, by zmarnował przeze mnie dobre produkty. 

<Wilczku? c:>