No tak, najlepiej od razu narzekać, a nie spróbować. Takie rzeczy można mówić dopiero, jak podjęło się walkę, a on się z niej całkowicie wycofał. Ma jednak mnie. Ja nie pozwolę mu tak łatwo się wycofać. Jak sytuacja tego ode mnie będzie wymagać, będę go popychał do przodu. Nie poddam się w jego przypadku. W końcu, kocham go. On nie poddał się w moim, to i ja będę walczył o niego. Widziałem progres w jego zachowaniu, postrzeganiu siebie. Już prawie nie ma tego duszącego poczucia winy, jakie mu towarzyszyło, kiedy pierwszy raz przekroczył próg naszego pokoju. Prawie. Chciałbym, by przestał siebie winić za coś, na co nie miał wpływu. Wierzyłem, że jest to możliwe, tylko czegoś mu brakuje. Może musi do tego dojrzeć. Albo potrzebuje więcej zrozumienia. Czasu. Czegokolwiek mu nie brakuje, będę przy nim, będę go wspierał, i dopingował w każdej jego decyzji. On, w przeciwieństwie do mnie, ma jakieś plany i marzenia. A ja chcę tylko wyrwać się spod wpływu babki. Wtedy będę mógł się zastanowić, co dalej.
- Tak łatwo się nie wywiniesz. Najpierw spróbujesz, a później mi takie kity będziesz wciskał. Raz dziennie mieszanka ziół, twoja babcia na pewno coś takiego ma, zaraz się tego dowiem. I urozmaicić twoją dietę. Na pewno więcej ryb, orzechów, pomidorów i jajek. I czegoś jeszcze... dowiem się, i będę ci pomagał jakoś wprowadzać te produkty to naszej diety – mówiłem, już sobie wszystko w głowie układając. Co to było... gdybym miał przy sobie HEUSC, od razu nie dość, że wszystko bym wiedział, to miałbym nawet jakiś dla niego jadłospis, który uwzględniłby wszystko, co najważniejsze.
- Naszej? - spytał, przenosząc swój wzrok na mnie.
- Naszej. Dwa inne obiady chciałoby ci się robić? Poza tym uznaj to jako moje małe wsparcie w twojej drodze do poprawienia się i eliminacji swoich złych cech – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie. Jeśli potrzebuje zachęcenia, inspiracji, czemu by nie spróbować? A mi taka dieta też nie zaszkodzi.
- Daisuke ma rację. Powinieneś zacząć o siebie dbać, i o swoją pamięć. Jesteś taki młody, a twoja pamięć jest okropna. Jak u staruszka – usłyszałem pełen zachęty głos jego babci. - Proszę, skarbie. Tak jak prosiłeś, lunaria z żurawiną. Poczekaj chwilę, by się zaparzyła.
Skarbie... tego się nie spodziewałem. To skarbie było takie ciepłe, i miłe. Haru też tak do mnie mówił, ale oczywiście w jego ustach to określenie miało zupełnie inne znaczenie. Moja babcia ani razu chyba nie odezwała się do mnie w ten sposób. Zawsze był chłód, krótkie polecenia, nagany, nigdy pochwały. Przyjemna odmiana. Będę za tym ciepłem bardzo tęsknił, kiedy na święta wrócę do rezydencji.
- Dziękuję pani bardzo – uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością. - Nie wiem, jak ja się pani odwdzięczę za pani dobroć – dodałem zgodnie z prawdą. Ta kobieta była dla mnie tak dobra... to było aż dziwne. Nienaturalne. I strasznie miłe. Nie licząc Haru nie pamiętam, kiedy ostatni raz okazał mi taką dobroć, a przecież nie byłem jakoś bardzo stary.
<Wilczku? C:>