Od Daisuke CD Haru

poniedziałek, 16 lutego 2026

|
 Byłem zaskoczony tym, że Haru przyniósł wino. Znaczy, wino tu doskonale pasowało, ale nie przywykłem do tego, by pić je tak otwarcie przy opiekunie. Jego babcia dalej mnie zaskakiwała pod pewnymi względami i nie wiem, ile czasu jeszcze minie, nim się do tego przyzwyczaję. Wino dopełniało to danie idealnie, ale coś tak czuję, że jak je wypiję, to szybko odlecę. Nie przespanie dalej nocy już powoli dawało mi się we znaki. 
– Przepyszne – powiedziałem, odsuwając od siebie pusty talerz. 
– Bez twojej pomocy by mi się nie udało – odpowiedział, po czym pocałował mnie w policzek. 
– Skoro wy gotowaliście, to ja posprzątam – odpowiedziała babcia, a ja nie miałem zamiaru się z tym kłócić. Słyszałem w jej głosie i czułem w opuszkach palców upór, nie odpuści, a ja się w to wtrącać nie zamierzałem. Jak chcą, niech się kłócą. 
– Daj spokój, babciu. Ty to teraz przede wszystkim powinnaś odpoczywać – odpowiedział Haru, zabierając puste talerze. 
– Odpoczywać mogę, jak będę stara... 
Jego babcia wstała i podążyła za nim do kuchni, dalej z nim dyskutując. A to mnie mówił, że nie ma sensu z nią gadać. 
Pociągnąłem nogi na kanapę, kuląc się w jej narożniku. W tym samym momencie na moje kolana tradycyjnie wskoczył Racuch, cicho mrucząc. Jaki on był cieplutki... może nie tak ciepły, jak mój Haru, ale jako chwilowy zamiennik nada się idealnie. 
– Beznadziejną sobie osobę wybrałeś – powiedziałem cicho do niego, chwytając za koc. – Ja cię nie ogrzeję. Powinieneś ładować się na kolana swojej pani. Albo Haru. On zdecydowanie się lepiej sprawdzi – dodałem, opatulając się kocem. Kociak miauknął cicho. Ciekawe, czy oni go rozumieją... ale to musi być ciekawe doświadczenie. Też bym tak chciał, nawet jeżeli ta umiejętność za bardzo mi się nie przyda, bo i gdzie? W moim mieście nie mamy zwierząt z krwi i kości, a jak są, to nie w moim otoczeniu. – Ale skoro chcesz marznąć, to niech ci będzie – dodałem, tuląc kociaka do siebie. 
Przymknąłem oczy, wygodniej się układając na kanapie. Skoro oni i tak teraz w tej kuchni dyskutują i sprzątają, to jak na chwilę teraz zamknę oczy, nic się chyba nie stanie. A z takim kociakiem na kolanach było mi tutaj naprawdę cieplutko. Co taki kociak we mnie widzi, to nie mam pojęcia. Rozumiałem, co ich tak ciągnęło do wilkołaków, ciepło ciała i może ten zwierzęcy pierwiastek. A co ja takiemu kociakowi mogłem dać? Może mnie bardziej polubił za to suszone mięso. Innego wytłumaczenia tu nie widzę. Nie zamierzałem jednak wybrzydzać, tylko będę korzystać z tego szlachetnego towarzystwa. 
Otoczenie wokół mnie powoli się wyciszało, a ja coraz bardziej odpływałem. Krótka drzemka, dopóki nie wrócą z kuchni... nic złego się chyba nie stanie. 

<Wilczku? c:>