Od Daisuke CD Haru

sobota, 14 lutego 2026

|
 Jakże w tej chwili by mi się przydał mój mały wynalazek... zaraz byśmy mieli wspaniały przepis, i wiedzielibyśmy wszystko. Mielibyśmy gotowy przepis, proporcje, czas... no, dosłownie wszystko. A tak musimy polegać na moich wspomnieniach, a to nie może się skończyć dobrze. Oby jego umiejętności to uratowały, bo kiepsko to widzę. 
- Wystarczą w zupełności sama sól i pieprz. Kucharz jeszcze czasem przygotowuje mi w kruszonym pieprzu. Tylko nie wiem, czy mamy pieprz w ziarnach do pokruszenia. Też nie wiem, jak miałbyś to zrobić – powiedziałem spokojnie, opierając się o blat. 
- No jak to gdzie? W moździerzu. Zaraz ci pokażę – powiedział z uśmiechem, wyciągając przyprawy, a także jakąś dziwną, kamienną miskę z jakimś kamiennym wałkiem. Pierwszy raz moje oczy widziały coś takiego. - Coś jeszcze do tego było?
- Nie. Sól, pieprz, oliwa z oliwek... i chyba więcej do samego steku nie nie potrzebujemy. No i dodatki, ziemniaki, pieczone lub smażone, i jakaś sałatka lekka. Jak byłem młodszy, to zamiast ziemniaków były takie grube frytki. Wiem, że ziemniaki i frytki to to samo, ale jakoś tak może ich forma będzie bardziej zachęcająca dla ciebie i babci – zaproponowałem, nie spuszczając z niego wzroku. Co on robił...? - Pamiętaj jednak o jej oczyszczeniu. Założę się, że nieprzyjemnie się je z tymi błonkami. 
- No... dobra. To ty się zajmij pieprzem, a ja tym oczyszczaniem – zdecydował, podając mi tę przedziwną misę. Na pewno do jedzenia ona nie była, była zbyt ciężka, i jakaś taka mała. No i ten przedziwny przedmiot... co ja mam z tym zrobić. - Nigdy nie widziałeś moździerza?
- To jest moździerz? – spytałem absolutnie poważnie. 
- Tak... poczekaj, pokażę ci. Wsypujesz ziarenka, czy co tam chcesz, i delikatnie tym ucierasz. Jak mocno to zależy od tego, jak ma wyglądać ten pieprz – pokazał mi wszystko, wytłumaczył, wsparł... to było takie proste, niemal naturalne. Że nie zaczął się śmiać z takiego głupka, jakim tutaj jestem, to ja podziwiam. - Widzisz? Wszystko to jest proste. 
- Nie mam pojęcia, po co ja ci tu jestem. Beze mnie poszłoby ci to znacznie lepiej, i szybciej – mruknąłem, lekko krusząc pieprz. Z tego, co kojarzę, ten pieprz był w takich sporych kawałkach. Mój panie, jakie to dziwne było. 
- O nie. Nie odpuszczę ci wspólnego gotowania – odpowiedział Haru, zajmując się mięsem. 
- Kiedy ja nic nie potrafię – mruknąłem, odkładając już gotowy pieprz. 
- Zawsze coś znajdzie się coś prostego. Obieranie, krojenie, no i smakowanie. Tylko twoim wyrafinowanym kubkom smakowym mogę zaufać – odpowiedział żartobliwie, na co pokręciłem z rozbawieniem głową. - Taki stek trzeba chyba długo smażyć, co?
- Nie. Znaczy się, zależy od preferencji. Czuję, że ty i twoja babcia będziecie woleli takie bardziej krwiste, więc tak po dwie, trzy minuty na stronę. Jak będziesz robić dla mnie, to tak może po pięć minut na stronę mi powinno wystarczyć. Co jeszcze... temperatura do smażenia musi być wysoka. I najlepiej smażyć na oliwie z oliwek. I nie wiem, co jeszcze mógłbym ci powiedzieć. Więcej raczej nie wiem – dodałem, obserwując jak sprawnie posługuje się nożem. Gotujący mężczyzna... to było coś. Na ten obrazek mógłbym patrzeć cały czas. 

<Wilczku? C:>