Nie podobało mi się to, co powiedział nam Ezekiel. Co go to intereresuje? Co interesujemy innych ludzi? Nie krzywdzimy innych. Nic złego nie robimy. Dodatkowo, Mikleo jest najcudowniejszym aniołem na świecie. Może faktycznie powinniśmy odejść? Była to w końcu wyspa jedna z wielu wokół. Może... może obok będzie lepiej? Albo w ogóle stąd odejdziemy. W niejednej wiosce, w której zatrzymywaliśmy się po drodze, byliśmy traktowaniu dużo miłej. Chociaż... tu, pan burmistrz też był bardzo miły. I ta czerwonowłosa smoczyca zasiadająca w radzie, ona też była bardzo miła, ciepła, i wydawała się nas lubić. Może powinienem z nią porozmawiać? Może wyspa, która ona się opiekuje, byłaby dla nas bardziej przyjazna? Albo sobie odpuścić, znaleźć inne miejsce. A może... może jakoś się dostać do świata ludzi? Jestem świeżo po szkole, coś na pewno wiem. No i jestem tak trochę człowiekiem. I za wszelką cenę uchroniłbym Mikleo przed całym złem tego, i kolejnego świata.
– No już, nie martw się – powiedziałem cicho, ciepło, tuląc go do siebie. – Jeżeli dalej będą nam rzucać kłody pod nogi, po prostu odejdziemy. Wymyślę coś. Znajdę nam coś innego... jakieś inne miejsce. Inny dom – mówiłem dalej, głaszcząc jego plecy. – Na razie... na razie mam pracę. Ciężką, ale mam. I tylko on na nas zwraca uwagę. A może mu się podobasz, i chce nas rozdzielić? – żartowałem, chcąc wprowadzić mały promyczek w ten smutny temat.
– Sorey – burknął, oburzony moim żartem. – To było strasznie głupie.
– Ale ma sens. Jesteś piękny, i mądry, najcudowniejszy, i najsłodszy... Niejeden by chciał mi się odebrać, jestem tego pewien – kontynuowałem, głaszcząc jego policzek. Niepotrzebnie się przejmował tym wszystkim. Zajmę się tym wszystkim. Moim obowiązkiem jest zajęcie się nim, zapewnieniem mu domu, opieki, i wszystkich tych innych rzeczy, które to są potrzebne do życia. Martwiło mnie tylko to, że nadchodzi zima. Przed zimą wolałbym nie zostawać bez dachu nad głową. Mikleo by na pewno sobie poradził, ale ja wątpiłem. I zimno, i śnieg, i niewielka ilość jedzenia... byłbym tylko dla niego utrapieniem.
– Jak już ktoś się komuś może podobać, to ty jemu. To na ciebie pierwszego zwrócił uwagę – na jego słowa zaśmiałem się cicho.
– To akurat mało prawdopodobne. Nigdy nikt pierwszy nie zwraca na mnie uwagi. Pewnie zrobił to dla niepoznaki – powiedziałem, po czym go pocałowałem w policzek. – Więc co, czekolada, łóżko, i może książka? Poczytamy coś? – zaproponowałem, chcąc poświęcić uwagę tylko i wyłącznie jemu, żeby już nie myślał, zapomniał, skupił się na czymś innym. Niech pozostawi ten problem mnie, z pewnością coś wymyślę, ale dopiero w ostateczności. Jak na razie tylko jedna osoba mówi nam, że przeszkadzamy innym, a pewnie tak naprawdę tylko on widzi w tym wszystkim problem.
<Owieczko? c:>