Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 27 stycznia 2026

|
 Wpatrywałem się przez chwilę zaskoczony na Mikleo, aż w końcu mocno go do siebie przytuliłem. Tak bardzo byłem mu wdzięczny... Potrzebowałem go tak strasznie w tej chwili. Bez niego wiem, że nie dałbym sobie rady z tym wszystkim. I chociaż teraz czuję, że chcę się dowiedzieć o mojej historii, tak wiem, że bez niego po maksymalnie dwóch pierwszych próbach po prostu bym się poddał. I gdybyśmy jeszcze zerwali... Byłbym całkowicie załamany. 
– Kocham cię – wyszeptałem cichutko, dalej mocno go do siebie tuląc. 
– Ja ciebie też – odpowiedział, chowając twarz w moich ramionach. Pozwolił mi trzymać się trzymać tak długo, jak miałem na to ochotę. W końcu jednak odsunąłem się od niego. Wiedziałem, że on nie przepada za tak długim kontaktem fizycznym. Nie chciałem go wprowadzać w dyskomfort. – Wracamy? Położysz się, czegoś się napijesz, i pomyślimy, co robimy dalej. 
– Mhm. Jak mnie jeszcze stamtąd nie wywalił – mruknąłem zmartwiony, wpatrując się przez chwilę w spokojnie płynącą wodę. Jeżeli mnie tak nienawidzi, mógłby to zrobić. Skoro tak długo nie chciał się do mnie przyznać, nie spełniam żadnych jego oczekiwań... i nic dziwnego. Przede wszystkim, byłem zainteresowany tylko i wyłącznie mężczyznami, i to się nigdy nie zmieni. A dla niego to już za dużo. Bo przecież to sprawia, że jestem złym półaniołem. 
– Nie wyrzuci – obiecał, chwytając moją dłoń i pomagając mi wstać. – Dostaliśmy ten domek od burmistrza, a on chyba nas nawet polubił.
– Zobaczymy – mruknąłem cicho, idąc za nim posłusznie. 
Podczas drogi powrotnej nigdzie nie widziałem Ezekiela. Nie wiem, gdzie poszedł, ale miałem nadzieję, że teraz da mi spokój na jakiś czas. I nie będzie nam grozić, bo to nic nie da. Kochałem Mikleo całym sobą, i nie ma mowy, bym go opuścił. Widziałem na sobie kilka spojrzeń, czułem te szepty na karku. Nasza kłótnia na pewno miała widownię, na co nie zwracałem w ogóle uwagi wtedy. I że my tu mamy się dobrze zapisać w pamięci ludzi? Ja całkowicie odpadam. Już widzieli, jak krzywdzę kogoś, kogo kocham. Na pewno mają o mnie już zdanie wyrobione. I to bardzo złe zdanie. Jak można mieć w ogóle o mnie dobre zdanie, po czymś takim? Spuściłem zawstydzony głowę. To chyba nie ma sensu. Nikt mi nic nie powie, nawet jeśli ktoś coś wie. A na pewno wiedzą. Już w pierwszym dniu czułem, że niektórzy jakoś tak dziwnie się wpatrywali we mnie. I teraz już wiem, dlaczego. 
– To bez sensu. Nic mi nikt nie powie. Nie po tej kłótni – mruknąłem, kiedy znaleźliśmy się bezpiecznie za drzwiami naszego domku. Jeszcze domku. 
– Myślałem trochę o tej pani w bibliotece. Była dla nas bardzo miła. Może coś będzie wiedzieć? Albo ma spisane jakieś kroniki? – zaproponował, kładąc dłoń na mojej dłoni i lekko ją ściskając w geście wsparcia. 
– Myślisz, że coś wie? Wydaje się być trochę wycofana – odpowiedziałem nieco nieco niepewnie, powoli dostrzegając wszelkie mankamenty tego mojego postanowienia. Chyba to wszystko naprawdę pozostanie przede mną tajemnicą. 

<Owieczko? c:>

Etykiety