Oczywiście nie mieliśmy stuprocentowej pewności, że kobieta pracująca w bibliotece wie wszystko i będzie w stanie nam pomóc. Nie mogliśmy przecież zakładać, że akurat ona zna odpowiedzi na nasze pytania. Jednak zawsze warto spróbować, w końcu nic nie tracimy, pytając. A może właśnie na tym coś zyskamy? Nic nie szkodzi zapytać. Najwyżej usłyszymy Nie, niestety nic nie wiem.
- Sorey, czemu tak negatywnie do tego podchodzisz? - Odezwałem się w końcu. - Przecież nic nie stracimy, jeśli zapytamy, prawda? Poza tym… kto pyta, nie błądzi. A jeśli nie zapytasz, odpowiedzi na pewno nie dostaniesz - Dodałem, przypominając mu ten jeden drobny fakt, który chyba gdzieś mu umknął.
Sorey westchnął cicho i spuścił wzrok jeszcze niżej, jakby bał się spojrzeń innych ludzi. Dlaczego? Nie wiedziałem. A przynajmniej nie do końca. Podejrzewałem jednak, że to wszystko przez jego ojca. Po ich kłótni wiele się zmieniło i to na pewno nie na lepsze. Ezekiel z pewnością będzie rzucał nam kłody pod nogi, ale… jakoś sobie z tym poradzimy. Musimy. W końcu jesteśmy razem. Jesteśmy zgranym zespołem, a skoro tak, to razem możemy wszystko. I co najważniejsze, razem mamy wszystko. Prawda?
- Wszystko w porządku? - Zapytałem ostrożnie, nie mając pojęcia, czy jestem w stanie zrobić cokolwiek, by poczuł się lepiej. Może powinienem coś powiedzieć? Coś zrobić? Cokolwiek? Sam już nie wiedziałem. To wszystko było znacznie bardziej skomplikowane, niż chciałbym to przyznać, nawet przed samym sobą.
- Tak… oczywiście, że tak - Odpowiedział po chwili. - Po prostu się martwię. Nie wiem, ile osób widziało, ile mój… oj.. Ezekiel… - Zawahał się. - Nie wiem, co przekazał reszcie, żeby nastawić ich przeciwko nam. Jest zimnym draniem. Skoro był w stanie mnie zostawić, porzucić, to jest zdolny do wszystkiego. To przykre, ale boję się, że zrobi wszystko, żeby ludzie nas znienawidzili. A wtedy… wtedy nigdy nie dowiem się, kim była moja mama. - Jak dla mnie zdecydowanie przesadzał. Jeszcze niczego nie wiedział, a już budował w głowie czarne scenariusze. Cały Sorey. czasem naprawdę mógłby sobie odpuścić.
- Spokojnie - Odezwałem się łagodnie, otwierając drzwi do naszego małego domku i wpuszczając go do środka. - Nie nakręcaj się. Wszystko będzie dobrze. - Zamknąłem drzwi i ruszyłem dalej.
- Połowa sukcesu to nastawienie - Dodałem z przekonaniem. - Reszta przyjdzie sama. Poza tym przypominam ci, że to ty jesteś optymistą. Nie zabieraj mi mojego pesymizmu, bo jeśli ty staniesz się pesymistą, to kto wtedy będzie optymistą? - Zapytałem, zdejmując buty.
- Ty? - Zaproponował, idąc za mną do salonu.
- Nie - Parsknąłem cicho. - Ja zdecydowanie się do tego nie nadaję. Wolę być pesymistą i realistą w jednym. Optymizm zostawiam tobie. - Zatrzymałem się w kuchni, by przygotować nam coś ciepłego, może nawet słodkiego do picia. W tej chwili obaj potrzebowaliśmy czegoś, co choć na moment pozwoli nam złapać oddech.
- Może i masz rację - Szepnął, wtulając się w moje plecy, jakby były lekarstwem na całe zło tego świata. Jakby w tej jednej chwili wszystko inne przestało mieć znaczenie.
- Wiem, że mam. Przynajmniej w tej sprawie na pewno - Zapewniłem spokojnie, całując go delikatnie w policzek. Sięgnąłem po czajnik i nalałem do niego wody, starając się nie przerywać tej cichej, domowej chwili. - To co powiesz na coś ciepłego… i jednocześnie słodkiego do picia? - Zaproponowałem, zerkając na niego posyłając mu najpiękniejszy, najbardziej szczery uśmiech, na jaki było mnie stać.
<Pasterzyku? C:>