Od Haru CD Daisuke

środa, 28 stycznia 2026

|
 Doskonale widziałem, że mój partner jest zmęczony. Niewyspany, jakby noc wcale nie przyniosła mu odpoczynku. Coś we mnie podpowiadało, że kiedy ja w końcu zasnąłem po tej nieprzyjemnej pobudce, on już nie spał. Oczywiście nie mogłem mieć stuprocentowej pewności, w końcu spałem i nie widziałem, co się działo, jednak to wewnętrzne przeczucie było zbyt silne, by je zignorować.
Czułem, że się bał. I szczerze mówiąc, wcale by mnie to nie zdziwiło. Był dość specyficznym człowiekiem, bronił się rękami i nogami przed niektórymi rzeczami, czasem zupełnie nieracjonalnie. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby chronił się przed snem tylko dlatego, że bał się tego, jak mógłby się on zakończyć.
Raz zdarzyło mu się lunatykować. To wystarczyło, by w mojej głowie zaczęły kłębić się tysiące myśli takich, które zdecydowanie nie powinny się tam pojawiać. Myśli ciężkie, niepokojące, podsycające strach zamiast go uspokajać.
- Wiesz, że jeśli jesteś zmęczony, możesz zjeść śniadanie i pójść spać? - Odezwałem się w końcu, uważnie obserwując jego skromną sylwetkę. - Nikt nie będzie cię siłą trzymał przy stole. Sen to zdrowie, więc jeśli tylko chcesz, możesz po prostu iść się położyć. - Zauważyłem, biorąc pierwszy łyk gorącego napoju.
- Nie mogę iść spać - Odpowiedział niemal natychmiast. - Dopiero niedawno wstaliśmy. Poza tym nieładnie tak w gościach kłaść się spać, kiedy można spędzić dzień bardziej aktywnie. - To stwierdzenie rozbawiło zarówno mnie, jak i moją babcię. Bo niby jak on chciałby spędzić ten dzień aktywnie? Na dworze było zimno, więc wyjście na zewnątrz raczej nie wchodziło w grę. W domu nie było zbyt wiele do roboty, więc i tutaj trudno było mówić o jakiejś szczególnej aktywności.
Tak naprawdę można było robić tylko kilka rzeczy: rozmawiać całymi godzinami, siedzieć i wylegiwać się na kanapie… albo spać w łóżku co, swoją drogą, było zdecydowanie najprzyjemniejszym zadaniem ze wszystkich możliwych.
- Ty tak poważnie? - Zapytałem, unosząc brwi. - A jak aktywnie chcesz spędzać tu czas? Chciałbyś może wyjść na zewnątrz? - Zaproponowałem to niby mimochodem, ale od razu dostrzegłem zmianę w jego wyrazie twarzy. Coraz większe niezadowolenie malowało się na jego obliczu, jakby sama myśl o wyjściu była dla niego czymś skrajnie nieprzyjemnym.
- Nawet nie ma mowy, jest zimno - Mruknął pod nosem. - Nie wiem, czy w ogóle chciałbym tam wychodzić. - Sięgnął po kubek i wziął łyk gorącego napoju, jakby liczył na to, że ciepło i kofeina postawią go na nogi. Miałem jednak wrażenie, graniczące niemal z pewnością, że nawet najmocniejsza kawa świata nie pomoże mu się naprawdę rozbudzić po nocy bez snu. O ile faktycznie tej nocy nie spał… bo, jak już wcześniej przyznałem, nie mogłem mieć stuprocentowej pewności.
A jednak wszystko w nim, zmęczone spojrzenie, spowolnione ruchy, ta cicha niechęć do wszystkiego, zdawało się potwierdzać moje obawy.
- Tak też myślałem. No nic, jeśli nie chcesz spać, nikt nie będzie cię do tego zmuszał - Powiedziałem spokojnie. - Ale jeśli poczujesz potrzebę odpoczynku, jeśli będziesz chciał po prostu zamknąć oczy, możesz w każdej chwili wstać i pójść się położyć. Naprawdę nie ma w tym nic złego. - Zawiesiłem na nim spojrzenie, chcąc mieć pewność, że dobrze mnie zrozumiał. - Na pewno się na ciebie nie obrazimy, możesz być tego całkowicie pewien - Dodałem jeszcze, bardziej dla zasady. Na wypadek gdyby w jego głowie zdążyła już powstać zupełnie inna, błędna myśl.

<Panicznu? C:>

Etykiety