Większą część śniadania przygotowywała jego babcia. Ja miałem do takich rzeczy dwie lewe ręce, i praktycznie zerową wiedzę, czyli robiłem tylko to, o co mnie poproszono i oczywiście dokładnie wytłumaczono, czyli w sumie to trochę tak, jak czasem gotuję z Haru. Czasem, bo jednak robię to rzadko. Nie czuję się w tym do końca dobrze, ale co miałem zrobić, jak jego babcia to zaproponowała? Miałem jej powiedzieć nie? Przecież tak nie wypada. I w ten sposób skończyłem w kuchni, przygotowując kanapki. Mnóstwo kanapek, jak na mój gust, ale były różne. I z warzywami, i z wędliną, i z jajkami... Miałem tylko nadzieję, że Haru się tym naje. Wczoraj zjadł bardzo mało, j to mnie trochę martwiło. Czy on, oni, nie powinien jeść więcej mięsa? Niby czują, kiedy tego potrzebują, ale tak sobie myślę... może problem tkwi w czym winnym? W ich finansach? Może nie stać ich ba taką ilość mięsa, jaką potrzebują na co dzień? I ja z chęcią bym im pomógł, ale chyba tego nie przyjmą, albo co gorsza poczują się urażeni.
– Jesteś. Przygotować ci kawy? – zapytałem z delikatnym uśmiechem na ustach, kiedy zauważyłem mojego partnera w kuchni.
– Z wielką chęcią się napiję – przyznał, przeciągając się leniwie i ziewając. Zerknąłem na godzinę, było dosyć późno, a on dalej był zmęczony? On to jest naprawdę niemożliwy. Chyba, że go tak ta moja pobudka w środku nocy zmęczyła... taki przerwany sen może później powodować zmęczenie. Mi trochę też brakowało snu, ale na razie całkiem nieźle się trzymałem. Zobaczymy, jak długo z tym wytrzymam. – W porządku? Trochę niewyraźny jesteś – dodał, podchodząc do mnie i całując mnie na przywitanie w policzek. Nie powinienem się dziwić, że zauważył. I on, i jego babcia.
– Skoro jestem niewyraźny, musisz odwiedzić okulistę. A skoro jesteś wilkołakiem, jest to niepokojące – odgryzłem się mu lekko, uśmiechając się niewinnie.
– Ależ ty milutki jesteś – odpowiedział, a kąciki jego ust lekko drgnęły.
– Wiem, w przeciwnym wypadku byś mnie nie wziął na partnera – puściłem mu oczko, wyciągając dodatkowy kubek. – No już, siadaj. Zaraz ci podam kawę.
Haru grzecznie usiadł, a ja dokończyłem przygotowywanie napojów. Dobrze, że chociaż tyle potrafiłem, no ale też to nie było jakoś ciężkie. Albo sypałem zmieloną już kawę, albo wrzucałem torebkę z herbatą, zalewałem i już. Najlepsza kawa jest jednak kawa ze świeżo zmielonych ziaren... muszę kiedyś Haru taką zrobić.
– Proszę. Smacznego – powiedziałem, stawiając kubki przy odpowiednich osobach, jego babcia prosiła o herbatę. Ledwo zająłem miejsce przy stole, a na moje kolana wskoczył Racuch, cicho mrucząc. Nie widziałem go cały ranek, by teraz tak się do mnie przymilać. – Dzień dobry. Tylko na to czekałeś, co? – spytałem rozbawiony, drapiąc go pod bródką. Odwróciłem głowę, nie mogąc się powstrzymać od ziewnięcia. Pozostaje mi nadzieja, że druga kawa trochę bardziej mi pomoże, niż ta pierwsza.
<Wilczku? c:>