Na jego słowa spuściłem wzrok, czując przytłaczające mnie poczucie winy. Nie, to nie tak to powinno wyglądać. W końcu, nie może się leczyć w nieskończoność. A ja nie wiem, kiedy znów nie wybuchnę. Szczerze, to nawet wątpię, czy mogę tam wracać. Ezekiel... ojciec nie wydawał się zachwycony. A ja nie chcę z nim rozmawiać. Nie chcę znów słyszeć, że to, co robię, to coś obrzydliwego. Już zawsze taki będę, to się nigdy nie zmieni, i nie wydaje się tego akceptować. A skoro tego nie akceptuje, to nie ma tu dla mnie miejsca.
– Nie będzie mnie tam chciał – powiedziałem cicho, wpatrując się tępo w swoje dłonie i starając się zapanować nad temperaturą w swoim ciele. Wściekłość trochę ze mnie zeszła, ale i tak bałem się, że mogę go poparzyć. Jego skóra była taka... delikatna. Nie mogłem go skrzywdzić. – Musisz wrócić beze mnie.
– Czemu miałbym wracać bez ciebie? – spytał, nie odsuwając się ode mnie chociażby na milimetr. – Kocham ciebie. I skoro ciebie tam nie zaakceptuje, znajdziemy inne miejsce. Każdy ma swoje miejsce na ziemi. Najwidoczniej my jeszcze swojego nie znaleźliśmy – mówił ciepło, łagodnie się do mnie uśmiechając. Nie miał mi nic za złe... a opiwinjen.
– Tylko ci kłopoty będę sprawiał – zauważyłem cicho, w końcu niepewnie unosząc na niego swój wzrok bojąc się, że zobaczę tam wyrzuty. I nie miałbym mu tego za złe. Tak powinno w końcu być. Skrzywdziłem go, zostawiłem i jeszcze na pewno zrobię mu krzywdę nie raz, jeżeli będzie tak blisko mnie. A on lubi być blisko mnie. Tak jak ja lubię być blisko niego. Nie, naprawdę to nie powinni się nigdy wydarzyć.
– I z tego powodu cię nie opuszczę – wyszeptał, składając w kąciku moich ust delikatny pocałunek, a zaraz po tym usiadł obok mnie, opierając głowę o moje ramię. – Kocham cię. I zamierzam przy tobie być, zwłaszcza, że mnie potrzebujesz.
– Nim stąd odejdę... odejdziemy, chciałbym dowiedzieć się czegoś od mojej mamie. Ale nie od niego – odpowiedziałem cicho po dłuższej chwili milczenia. Jeżeli mój ojciec uważa, że dwóch facetów to coś obrzydliwego, to pewnie nigdy mnie nie zaakceptuje, co nie byłoby w sumie niczym zaskakującym. Tyle rodzin mnie odrzucało, więc czemu kolejna miałaby mnie nie odrzucić? Mam jednak niepowtarzalną okazję, by dowiedzieć się czegoś o mojej mamie. Bo chyba tutaj musieliśmy przez chwilę być, skoro wiem o takich miejscach, i mam też wrażenie, że tutaj byłem, to może faktycznie warto to sprawdzić? Chciałbym wiedzieć, co się z nią stało. Może... może chociaż ona by mnie nie odtrąciła? Jeżeli nie żyje, nigdy się tego nie dowiem, mogę się tylko domyślać. Chciałbym jednak coś o niej wiedzieć. Cokolwiek. I dowiedzieć się, jak stąd trafiłem setki kilometrów dalej.
<Owieczko? c:>