Jego słowa trochę wybudziły mnie z zamyślenia. Miał rację, powinniśmy spać. On powinien, przynajmniej, no i jego babcia. Mam nadzieję, że jak już raz dzisiaj podchodziłem, to następnym razem będzie już spokój. Musi. A może nie musi...? Może powinienem już do świtu przetrzymać? Leżeć grzecznie przy jego boku i czekać, jak się obudzi? Bo jak się trochę bardziej skupię, czuję jego zmartwienie i zmęczenie. Głupi nawyk. Gdybym mógł się tego jakoś pozbyć... ale nie wiem, jak. Nie ma na to lekarstwa, nie jeden lekarz mnie oglądał. Twierdzili, że to przez traumatyczne przeżycia i że wyrosnę, ale to trwa, i trwa, i się skończyć nie chce.
– Mhm, pewnie. Przepraszam, musisz być zmęczony – odpowiedziałem, stawiając pusty kubek na szafkę nocną, obok zdjęcia, którego tak nie chciał widzieć. A mi się ono bardzo podobało. Wszyscy byli tacy szczęśliwi na nim. Mam nadzieję, że uda mi się dać to samo szczęście, jakie czuł, kiedy to zdjęcie było robione. Albo chociaż zbliżę się do tego poziomu.
– Na pewno wszystko w porządku? – spytał, na co pokiwałem głową.
– Tak, tak. Po prostu nie spodziewałem się, że to schorzenie dzisiaj będzie was dzisiaj kłopotać – powiedziałem cicho, biorąc także kubek od niego. Byłem bliżej szafki, więc co mi szkodziło?
– Daj spokój, nic się nie stało. Ten dom przetrwał znacznie gorsze incydenty – zapewnił mnie, przyciągając mnie do siebie i ukrywając pod kołdrą. – Teraz będę cię trzymał mocno. Nigdzie nie pójdziesz.
– Dziękuję – powiedziałem cicho, wtulając się w jego ciało. Mam nadzieję, że jego ciepło i zapach mi wystarczą.
Haru przysunął mnie bliżej siebie, głębiej oddychając. Naprawdę był zmęczony, cholera. Nie tego dla niego chciałem. Postanowiłem więc poczekać cierpliwie do świtu. W końcu, dużo czasu mi nie pozostało. Raptem kilka godzin. Dam radę. Nie pierwszy i nie ostatni raz, a wolę się przemęczyć, niż im przeszkadzać. Może jak następnego dnia będę bardziej zmęczony, nie będę tak chodził? Mam nadzieję, że tak to działa.
Haru zasnął dosyć szybko, dlatego leżałem przy nim bez ruchu, wsłuchując się w jego oddech. Minuty mijały mi powoli, ale ja cierpliwie trwałem. W końcu pierwsze promienie słońca przebiły się przez szybę w oknie, ale czy Haru się tym przejął? Nie, oczywiście, że nie, spał dalej jak zabity. Tego mogłem się po nim spodziewać.
Mimo to delikatnie wysunąłem się z jego ramion. Miałem dosyć leżenia. Ileż w końcu można? Trochę już mnie to nudziło. Założyłem tym razem skarpetki, ciepłe kapcie, które to były przy łóżku. Były dla mnie, dla Haru, nie wiem. Ale zaraz zwrócę z pewnością. Chwyciłem za puste kubki i cichutko, najciszej jak tylko mogłem, zszedłem na dół. Tam od razu ruszyłem do kuchni, by spokojnie umyć te kubki. I może sobie kawę też bym zrobił? Oczywiście, zrobiłbym ją każdemu, ale nie wiem, kiedy się obudzą, a serwować zimnej też im bym nie chciał. Zobaczmy, czy ktoś do tej pory wstanie, czy nie.
<Wilczku? c:>