Od Haru CD Daisuke

poniedziałek, 26 stycznia 2026

|
Spało mi się tak dobrze. Było ciepło, bezpiecznie i cicho, a co najważniejsze, nikt nie kazał mi wstawać. Właśnie w takie leniwe dni lubię spać najdłużej, nie podnosząc się z łóżka, dopóki mój organizm sam nie da mi wyraźnego sygnału, że najwyższa pora zacząć dzień.
I pewnie spałbym jeszcze długo, gdyby nie głosy dobiegające z kuchni. Ktoś rozmawiał i sądząc po tonie, bez trudu zgadłem, że była to moja babcia… oraz mój chłopak, którego najwyraźniej nie było już obok mnie.
Spałem tak twardo, że nawet nie zauważyłem momentu, w którym wstał z łóżka. Nie usłyszałem, nie poczułem, po prostu zniknął, zostawiając mnie samego w ciepłej pościeli.
Zaspany uniosłem się do siadu i przeciągnąłem leniwie, pozwalając mięśniom powoli się obudzić. Tak naprawdę wciąż strasznie chciało mi się spać. Mógłbym bez problemu zamknąć oczy jeszcze na chwilę i zostawić mojego panicza sam na sam z babcią, w końcu świetnie się dogadywali. Prawdę mówiąc, w tej chwili wcale mnie nie potrzebowali.
Może więc pozwolę sobie na jeszcze jedną, krótką drzemkę?
Postanowiłem położyć się tylko na moment. Minutę, dwie… może pięć. Do chwili, gdy naprawdę zechce mi się wstać. Albo do momentu, w którym moja babcia wejdzie do pokoju i zdecyduje się wygonić mnie z łóżka, bo i taka opcja była całkiem realna.
Naciągnąłem kołdrę wyżej, okrywając ciało, i zamknąłem oczy. Jeszcze tylko maleńka drzemka. Przecież minuta, dwie, trzy to nic wielkiego… W końcu muszę się porządnie wyspać, prawda?
Udawałem, a właściwie próbowałem, jeszcze na chwilę zasnąć, gdy usłyszałem kroki kierujące się w moją stronę. To mogło oznaczać tylko jedno: długo już sobie nie poleżę. A szkoda, bo w tym łóżku było naprawdę przyjemnie.
- Haru, śpisz jeszcze? - Odezwał się dobrze mi znany, ukochany głos mojego panicza.
- Nie… już nie - Przyznałem cicho, odwracając głowę w jego stronę.
- To dobrze - Uśmiechnął się ciepło. - Razem z twoją babcią zrobiliśmy śniadanie. Może chciałbyś już wstać i zjeść je wspólnie - Podszedł bliżej łóżka i usiadł na jego rogu.
- Śniadanie? No proszę - Mruknąłem z rozbawieniem. - Lubię wstawać na śniadanie, a nie tylko je przygotowywać - Dodałem, posyłając mu znaczący uśmiech.
- Cóż, wybacz, że nie zrobię ci jakiegoś wybitnego śniadania - Odpowiedział z lekkim rozbrajającym uśmiechem. - Dobrze o tym wiedziałeś, kiedy brałeś mnie sobie za partnera. - Nachylił się i delikatnie musnął moje usta. - No już, wstawaj. Będziemy na ciebie czekać w jadalni - Dodał, po czym zniknął za drzwiami.
Westchnąłem cicho, wiedząc, że nie mam już wyjścia, i w końcu zmusiłem się do podniesienia swoich czterech liter z łóżka.
Nie mając innego wyjścia, podniosłem się w końcu z łóżka. Zabrałem w dłonie czyste ubrania i ruszyłem do łazienki, żeby zmyć z siebie resztki nocy i wczorajszego dnia.
Wczoraj zwyczajnie nie chciało mi się zadbać o pełną higienę, więc teraz musiałem to nadrobić. Zwłaszcza że niemyte wilkołaki potrafią naprawdę brzydko pachnieć, nawet w ludzkiej postaci, a ja absolutnie nie chciałem, by mój pan uznał, że śmierdzę.
Dlatego dopiero po dokładnym umyciu się, ułożeniu włosów i wciągnięciu na siebie czystych ubrań pojawiłem się w kuchni. Przywitałem się z babcią, a potem jeszcze raz spojrzałem na ukochanego panicza, stały element mojej codzienności, który sprawiał, że nawet zwykły poranek wydawał się czymś wyjątkowym.

<Paniczu? C:> 

Etykiety