Byłem w szoku do jego gotowości. Tak po prostu stwierdził, że już jego gotowy. Ja mu tylko zaproponowałem, co możemy porobić, co by tu pozmieniać, a on już gotów. W takim razie nie mogę tego opóźniać. Muszę wstać, i po przesuwać to wszystko, by biedny Miki się nie męczył. Skoro to mój pomysł, no to go powoli realizować.
– Już, już. Chociaż, obiad jeszcze mamy, co nie? Ta zupa z wczoraj chyba – odpowiedziałem, podchodząc do szafy.
– Poszło wszystko, mój drogi. Bardzo głodny byłeś – odpowiedział, stając po drugiej stronie szafy. Zjadłem? Kompletnie k tym zapomniałem.
– Cóż, była tak dobra, że nie mogłem się oprzeć – uśmiechnąłem się do niego szeroko. – Wiesz, mogę sam tę szafę przesunąć. Raczej dam radę, jestem silny – obiecałem, uśmiechając się do niego wesoło.
– A ja jestem zdrowy, więc też mogę pomóc. Nie musisz robić wszystkiego sam. No już, na trzy cztery.
Mikleo mi nie odpuścił. Pomagał mi w każdej czynności, i z tą szafą, i ze stołem, a nawet z naszą prowizoryczną lodówką. Zupełnie niepotrzebnie, przecież ja bym to powoli wszystko poprzenosił... jakoś. Jestem silny i silny muszę być. Jak inaczej mam zapewnić byt naszej malutkiej rodzinie?
– I wiesz, że będziemy to musieli odsuwać, jak będziemy to chcieli malować? – zapytałem, siadając zmęczony na jednym z krzeseł.
– Najpierw trzeba mieć na to pieniądze, pamiętasz? – przypomniał mi, nastawiając wodę na herbatę. Tak mi się wydaje. – Poza tym... nie wiemy, czy nas z dnia na dzień nie wyrzucą. Po co więc robić zmiany w miejscu, gdzie nas zaraz może nie być?
– Nie wyrzucą. A jak wyrzucą, znajdę nam inne miejsce. Nie zostaniesz bez domu – powiedziałem, uśmiechając się do niego uspokajająco. Nie wiem, co bym zrobił, ale na pewno wszystko, by tylko mu pomóc, zapewnić ciepło, bezpieczeństwo... jest wszystkim, co mam. To oczywiste więc, że muszę o niego dbać.
– Wiem, że przy tobie się nie muszę martwić – powiedział, uśmiechając się lekko. – Sugerujemy tylko, żebyśmy z tak poważnymi i kosztownymi planami się wstrzymali. Na razie sytuacja jest dość napięta – dodał, wrzucając do kubków woreczki z herbatą.
– Na tym festynie nie było tak źle, pamiętasz? A przecież delikatnie pokazywaliśmy, że jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółmi – odparłem, nieco się nad tym zastanawiając. Co się później zmieniło? Może ktoś coś nagadał? Ktoś, kto ma autorytet.
Ktoś taki, jak Ezekiel. Anioła większość ludzi słucha. No ale Miki też jest przecież aniołem. Czemu ludzie nie myślą, że skoro anioł kocha mężczyznę, to musi być to coś... dobrego? A może musimy pokazać, że się myli...? Nie, takie prowokacje mogłoby zaszkodzić nam, i jeszcze Mikleo wprawić w dyskomfort.
– Może z czasem się do nas przekonają – mruknąłem cicho, bawiąc się własnymi palcami.
<Owieczko? c:>