Od Haru CD Daisuke

niedziela, 18 stycznia 2026

|
Jeśli tylko będzie chciał, jak najbardziej go wygrzeję. Moje ciało zawsze było ciepłe, dlatego niska temperatura nie dokuczała mi aż tak bardzo jak jemu. Wilkołaki odczuwają wszystko inaczej — chłód, dotyk, zmęczenie. Oczywiście zimno działało także na mnie, ale nie w takim stopniu jak na mojego biednego panicza, który zimna nie znosił, a mimo to uparcie brał kąpiel w lodowatej wodzie. Wszystko dlatego, że nie potrafił położyć się spać, czując na sobie choćby cień brudu.
Podczas gdy on zajmował się swoim ciałem, ja przebrałem się w czystą piżamę, postanawiając odłożyć własną kąpiel na poranek, gdy woda zdąży się nagrzać. Było już zdecydowanie za późno, a sen coraz wyraźniej dawał o sobie znać.
Położyłem się do łóżka i cierpliwie czekałem na mojego pięknego panicza. Nie wracał od razu, co wcale mnie nie dziwiło. Zimna woda nie była przyjemna, a taka kąpiel zawsze trwała dłużej, niż by chciał.
Myśląc o nim, wtuliłem twarz w poduszkę i przymknąłem zmęczone oczy. Cisza i spokój sprawiły, że sen powoli mnie pochłaniał i pewnie zasnąłbym na dobre, gdyby nie ciche kroki zbliżające się do pokoju.
- Wróciłem, Haru… śpisz? - Usłyszałem jego głos.
Od razu odwróciłem głowę w jego stronę.
- Nie śpię. Czekam na ciebie - Odpowiedziałem cicho, rozkładając ramiona w niemym zaproszeniu. Chciałem, żeby podszedł. Żeby się przytulił. Żeby schował swoje wychłodzone ciało w moich objęciach.
Daisuke nie wahał się ani chwili. Szybko wsunął się w moje ramiona, a ja natychmiast poczułem, jak bardzo jest zimny.
- Ależ ty jesteś chłodny… moje biedactwo - Szepnąłem z troską.
Objąłem go mocniej, przyciągając jak najbliżej, by jak najszybciej i najlepiej oddać mu swoje ciepło.
Mój panicz porządnie naciągnął na siebie kołdrę, chowając twarz w moich ramionach, jakby chciał zniknąć przed całym światem.
- To było straszne… - Mruknął cicho, zaczynając narzekać.
Nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu. Przecież mówiłem mu. Ostrzegałem, że jest zimno, że powinien sobie odpuścić, że to naprawdę nie jest dobry pomysł. Ale on jak zwykle wiedział lepiej. Uparty jak osioł. cały Daisuke. W niektórych sytuacjach po prostu nie dało się przemówić mu do rozsądku.
- A mówiłem ci, żebyś sobie odpuścił - Stwierdziłem spokojnie, całując go ciepło w czoło.
- Nie mogłem położyć się do łóżka brudny - Odpowiedział, a jego ciało znów lekko zadrżało z zimna.
Objąłem go mocniej, starając się oddać mu jak najwięcej ciepła.
- Żebyś tylko później nie zachorował, bo ja nie będę się tobą zajmował - Ostrzegłem go półżartem.
Oczywiście kłamałem. Doskonale wiedziałem i on też, że w rzeczywistości zrobiłbym wszystko, by się nim zaopiekować. Kochałem go. Był dla mnie ważny bardziej, niż potrafiłbym ubrać w słowa. Gdyby zachorował, bolałoby mnie to bardziej niż jego samego.
Tym bardziej że dobrze wiedziałem, jak wygląda ten dom, dom mojej babci. Zimny, bez ogrzewania, z brakami wszystkiego, co czyni życie choć odrobinę łatwiejszym i bardziej ludzkim. Myśl, że mógłby przez to cierpieć, ściskała mnie gdzieś głęboko w środku.
- Oczywiście. Obaj dobrze wiemy, że gdyby do tego doszło, zająłbyś się mną najlepiej, jak tylko potrafisz - Uśmiechnął się do mnie zadziornie.
I miał rację. W rzeczywistości nie potrafiłbym mu odmówić.
- Jak ty mnie dobrze znasz… - Szepnąłem, pochylając się i całując go delikatnie w czubek głowy. 

<Paniczu? C:>

Etykiety