Od Soreya CD Mikleo

poniedziałek, 12 stycznia 2026

|
 Jego odpowiedź tak średnio mi się spodobała, jak to są lepsi? I ładniejsi? Ja tam nikogo takiego nie widziałem. Tylko to on był najpiękniejszy, najcudowniejszy, i ja nigdy zdania nie zmienię. 
– Doprawdy? Ja nikogo takiego nie widziałem. Twój blask was przyćmiewa każdą inną osobę tutaj – wyszeptałem mu do ucha, uśmiechając się łagodnie. 
– Przesadzasz. Na pewno... na pewno tak nie jest – wyszeptał, jeszcze bardziej zarumieniony. 
– Dla mnie jest. I wiesz co? Nigdy zdania nie zmienię – dodałem, całując kącik jego ust. 
– Jesteś zbyt dobry dla mnie – wyszeptał, spuszczając wzrok.
– Jak ktoś jest dla mnie zbyt dobry, to ty, chociażby przez samo bycie ze mną – stwierdziłem, mówiąc mu samą prawdę. – Dlatego nigdy nie poddam się dla naszej miłości. Pokonam wszystkie przeszkody rzucone pod nogi. Nikt nas nie rozdzieli. Nasz związek zakończy dopiero w chwili, gdy stwierdzisz, że nie chcesz w nim już dłużej trwać – odpowiedziałem, a następnie ucałowałem go w czoło. 
– Odważne słowa jak na kogoś, kto ma dopiero siedemnaście lat i całe życie przed sobą – odpowiedział, co mnie trochę zmartwiło. Więc widzi mnie jako kogoś niedojrzałego... niedobrze. Muszę pokazać, że pomimo młodego wieku, może na mnie liczyć. Że ja traktuję go całkowicie poważnie. 
– Cieszę się więc, że tak młodo natrafiłem na kogoś, z kim chcę być. Spędzę z tobą mnóstwo czasu – odparłem radośnie, nie chcąc pokazać po sobie to, że przejąłem się jego słowami. Jeszcze mu udowodnię. Będzie ze mnie dumny. 
– Wiem, wiem. Ale nie sądzisz, że mógłbyś znaleźć sobie kogoś lepszego? – zapytał, a ja go kompletnie nie zrozumiałem. 
– Jak mogę lepszego mogę znaleźć, jak ty jesteś najlepszym? – zapytałem, delikatnie przekrzywiając głowę. – No już, nie myśl o tym. Skup się lepiej na tym, że cię kocham, i kochać nigdy nie przestanę – dodałem, po czym ucałowałem go w policzek. 
– Dziękuję ci za to – powiedział cicho. 
– Nie masz za co dziękować. A tak poza tym... ta aranżacja cię nie nudzi? – zapytałem, wskazując ręką pokój. 
– Aranżacja? – powtórzył, chyba mnie nie rozumiejąc. A może niedowierzając w to, co proponuję. 
– No... Można by tu trochę poprzestawiać. Może szafę? Bliżej okna, by zasłaniała łóżko? Co prawda, zasłony za każdym razem zasłonięte mamy, ale zawsze będzie trochę lepiej. A stół w kuchni... Może powinien stać pod ścianą, a nie tak na środku? I tak jest tu nas tylko dwóch, gości raczej mieć nie będziemy, a jak będziemy, to na pewno nie takich miłych – tutaj westchnąłem cicho. – I może tę twoją lodówkę bym przyniósł z piwnicy? Nie mam ochoty złazić do niej za każdym razem, kiedy czegoś potrzebuję. Często się zapominam, i schodzę tam dwadzieścia razy. O, i może na parapetach jakieś kwiatki...? Tylko to musiałoby być coś, co by mnie przeżyło, jak ja nie będę pracować – proponowałem, chcąc jakoś miło ten dzień spędzić tutaj wraz z nim. 

<Owieczko? c:>

Etykiety