Posiadanie albumu jest naprawdę fajną sprawą. Ja raczej nie mam takich pamiątek. Póki mama żyła faktycznie, jakieś tam zdjęcia moje są. Ale od tamtej pory nie kojarzyłem, by babcia robiła mi zdjęcia. Teraz najczęściej miałem zdjęcia z różnych uroczystości, i nie lubiłem na nie patrzeć. Wiem, że jestem raczej mało ekspresywny, ale na tych zdjęciach ewidentnie nie jestem szczęśliwy. Źle kojarzę te imprezy, a teraz, mając Haru za partnera, będę je przeżywał jeszcze gorzej. W święta znów się nasłucham o każdej dziewczynie na wydarzeniu, i że jestem niewdzięczny, że mam taki wybór, i nie chcę żadnej, i że ona musiała być z mężczyzną, którego wybrali jej rodzice, a moi pradziadkowie. To był przykre, co mówiła, ja jednak nie zamierzałem kontynuować tej beznadziejnej tradycji.
– A mógłbym zatrzymać jedno zdjęcie? – zapytałem, odwracając się w stronę starszej kobiety. Zdecydowanie potrzebuję w swoim życiu obrazka mojego chłopaka. Trzymałbym go blisko siebie i patrzył na niego, kiedy jesteśmy daleko. Oj, tak, to byłby pomysł idealny.
– No chyba nie – usłyszałem głos sprzeciwu Haru. Ale czy się tym przejąłem...? No, niekoniecznie. To jego babci się pytałem, nie jego.
– Ależ oczywiście, proszę. A może chcesz wybrać jakieś inne? – zapytała, nie gotowa na przerzucenie kilku kartek albumu. Od razu wyczułem gwałtowne napięcie ze strony Haru. Czemu się tak stresował? Przecież te wszystkie zdjęcia były piękne. Trochę nie rozumiałem niektórych chwil, bo po co ktokolwiek miałby robić zdjęcia dziecku kapiącemu się, czy podczas przebierania? To akurat takie trochę dziwne było. Ale może co dom, to obyczaj.
– Nie, nie, to jest idealne. Będę mógł mieć cię zawsze przy sobie – drugie zdanie skierowałem do mojego chłopaka.
– To jest niesprawiedliwe. A co ze mną? Też powinienem coś od ciebie mieć – mruknął cicho. No tak, to faktycznie było niesprawiedliwe... ale w tej chwili z tą niesprawiedliwością nie mogłem zrobić. Znikąd mu tego zdjęcia nie wytrząsnę.
– Przywiozę ci po świętach. Obiecuję – powiedziałem, po czym ucałowałem go w policzek.
– Obaj bardzo uroczy jesteście – powiedziała rozczulona kobieta, zabierając się za otwieranie wina. – Cieszę się, że Haru znalazł kogoś takiego jak ty.
– To ja się powinienem cieszyć, że znalazłem kogoś takiego, jak on – powiedziałem zgodnie z prawdą. Ja tam nic nie robię wielkiego. Znaczy się, jestem wspaniały, owszem, ale czy to sprawia, że jestem dla niego oparciem? Ja tylko w niego uwierzyłem. To wszystko.
– Skromności się po tobie nie spodziewałem – Haru zaśmiał się cicho. – Raczej powiedziałbym, że oboje mamy szczęście, że siebie zobaczyliśmy. Proszę – powiedziawszy to, podał mi pełny kieliszek. – Spróbujmy, czy faktycznie takie dobre.
– Oczywiście, że dobre. Najlepsze, sygnowane moim nazwiskiem – przyznałem, będąc pewien swojej jakości. Gdyby w końcu nie było dobre, nie byłoby na to takiego popytu. Mam nadzieję, że w świecie ludzi też dobrze nam pójdzie. Alkohol to naprawdę dobry interes. Zawsze dochodowy, a jeszcze przyjemności z tego. Bo który alkohol smakuje najlepiej, jak nie własny? Trochę tylko miałem nadzieję, że za szybko mnie nie weźmie. Co prawda, jest to tylko butelka na naszą trójkę, ale dosyć mocne to wino, w moja głowa trochę słaba jest. Najwyżej się skupię na jednym kieliszku.
<Wilczku? c:>