To nie był wcale zły pomysł on, czekolada, łóżko i książki. Niczego więcej mi nie potrzeba.
- Tak, to naprawdę dobry pomysł. Ty się troszeczkę rozgrzejesz, a ja napiję się czegoś słodkiego - Opowiedziałem, zgadzając się z jego planem na miłe spędzenie czasu. Nie chciałem się stresować ani wracać myślami do tego, co wydarzyło się jeszcze tak niedawno.
- Znakomicie. W takim razie ja przygotuję nam gorącą czekoladę, a ty idź już do łóżka i weź ze sobą jakąś książkę, żebyśmy mieli co czytać - Powiedział z uśmiechem.
Ucałował mnie od razu w czoło i zniknął w kuchni, zostawiając po sobie przyjemne ciepło i zapach, który zawsze kojarzył mi się z bezpieczeństwem. Zrobiłem więc dokładnie tak, jak sobie życzył. Ruszyłem do sypialni, zabierając ze sobą książkę, po czym wygodnie ułożyłem się w łóżku, pozwalając miękkiej pościeli otulić moje zestresowane ciało.
Sorey wrócił po chwili z dwoma kubkami gorącego napoju. Bez wahania odebrałem go z jego rąk, czując przyjemne ciepło przenikające moje dłonie.
- Dziękuję - Powiedziałem cicho, biorąc pierwszy łyk. - Jak zawsze bardzo dobre - Dodałem po chwili, uśmiechając się do niego łagodnie.
- Bardzo się cieszę - Odparł, siadając obok mnie, przyciągając bliżej siebie w naturalnym, czułym geście. - To co wybrałeś? - Zapytał, sięgając po książkę i zerkając na jej okładkę. - Ruiny Niebios”? Ciekawy wybór - Swierdził, otwierając ją na pierwszej stronie.
Oparłem głowę na jego ramieniu, czując się dziwnie spokojnym, tak jakby wszystko miało zaraz zniknąć.
- Nie chciałbyś mi poczytać? - Zapytałem cicho.
- Mogę, pod warunkiem że przeczytam jeden rozdział, a ty kolejny. Może tak być? - Zaproponował, gdy ja w odpowiedzi kiwnąłem głową na znak zgody. Nie miałem żadnego powodu, by się nie zgodzić.
Wymienianie się było jak najbardziej fair. Wziąłem kolejny łyk gorącej czekolady, a on zaczął czytać.
Słuchałem uważnie każdego jego słowa. Miał niezwykle przyjemny, spokojny głos, który działał na mnie kojąco. Nawet nie zauważyłem, kiedy rozdział dobiegł końca i przyszła kolej na mnie. Czytanie na zmianę okazało się zaskakująco przyjemne i, co najważniejsze, pozwoliło mi zapomnieć o wszystkich problemach, które jeszcze niedawno nie dawały mi spokoju..
Co zabawne, gdy przyszła moja kolej po raz kolejny, Sorey zasnął. A mi wcale mi to nie przeszkadzało. Odłożyłem książkę na bok, nie mając już ochoty czytać. Zamiast tego położyłem się bliżej niego, zamykając oczy i chowając się w jego ramionach. Było mi tak dobrze i bezpiecznie, jakby świat poza tym łóżkiem przestał istnieć.
Przebudziłem się dopiero wtedy, gdy mój partner zaczął mówić przez sen, zbyt wyraźnie, zbyt głośno. Wołał moje imię, przytulał mnie mocniej do siebie, mamrotał, że nie pozwoli nikomu nas rozdzielić. Było to niesamowicie słodkie.
Boże… wciąż nie mogę uwierzyć, jak wielkie mam szczęście, że go mam przy sobie.
Choć było to urocze, nie mogłem nie pomyśleć o tym, czy to dobrze, że nawet przez sen się o mnie martwi. Moje biedactwo, zdecydowanie za bardzo się martwi.
Zbliżyłem się do jego ust i złożyłem na nich delikatny, niemal niewyczuwalny pocałunek.
- Już dobrze… jestem tutaj. Nie martw się o mnie - Wyszeptałem, mając nadzieję, że mój głos dotrze do niego i chociaż odrobinę go uspokoi.
<Pasterzyku? C:>