Przygotowując w kuchni kolację, słuchałem rozmowy mojej babci z Daisuke, nie wtrącając się ani słowem. Ich głosy mieszały się spokojnie z cichymi dźwiękami domu, a ja, krojąc warzywa, pozwalałem myślom płynąć swobodnie. Wiedziałem jedno, nie chciałem przygotowywać niczego zbyt tłustego ani ciężkiego dla żołądka. Zwłaszcza nie dla mojego panicza, który ewidentnie miał już dość ciężkich posiłków. Właśnie dlatego postanowiłem zrobić lekką, zdrową sałatkę taką, która nasyci, ale nie obciąży.
Zanim jednak skupiłem się na jej wykańczaniu, nastawiłem wodę na herbatę. Zrobiłem ją nie tylko dla mojego panicza, lecz także dla babci, bo byłem niemal pewien, że z przyjemnością się napije. Gdy herbata była gotowa, nalałem ją do filiżanek i zaniosłem do salonu.
- Proszę, herbata. Kolacja będzie gotowa za jakieś dwadzieścia, może trzydzieści minut - Powiedziałem spokojnie, uśmiechając się do nich łagodnie.
- Dziękuję - Odparł Daisuke, biorąc filiżankę w dłonie. Babcia natomiast tylko uśmiechnęła się do mnie ciepło i skinęła delikatnie głową, a w jej spojrzeniu było coś niezwykle kojącego. - Nie musisz się spieszyć - Dodał mój śliczny panicz, tym swoim łagodnym tonem, który zawsze sprawiał, że serce biło mi szybciej. Tak ładnie się do mnie uśmiechnął, że przez moment miałem ochotę go po prostu schrupać.
- Oczywiście, nie będę się spieszył - Zaapewniłem, po czym nachyliłem się i pocałowałem go w czoło. Nie przejmowałem się obecnością babci, w tym momencie była zajęta oglądaniem słodyczy i wina, które Daisuke przyniósł jej w prezencie.
- No proszę, trafiłeś w moje gusta - Usłyszałem jej głos, gdy wracałem już do kuchni.
W duchu uśmiechnąłem się do siebie. Przecież mówiłem mu, że babcia będzie wdzięczna za wszystko, co dostanie. Ona nigdy nie wymyślała, cieszyła się z najdrobniejszych gestów skromna, ciepła i dobra. Cała moja babcia...
Wróciłem do kuchni z poczuciem spokoju, doprawiając sałatkę, myśląc o tym, jak niewiele czasem potrzeba, by stworzyć atmosferę prawdziwego domu.
Dodałem przyprawy, a na koniec dorzuciłem odrobinę drobno posiekanego mięsa, tylko dla podkreślenia smaku. Spróbowałem sałatki i poczułem cichą satysfakcję, była dokładnie taka, jaką sobie wyobrażałem. Lekka, ale wyrazista. Zadowolony z efektu, przełożyłem wszystko do miski i zaniosłem do salonu wraz z talerzami, które starannie ustawiłem na stole.
- Proszę, zrobiłem sałatkę - Zwróciłem się do moich bliskich. Oboje niemal od razu skupili na mnie uwagę.
- Haru… to na pewno dobry pomysł? Sałatka dla dojrzewającego wilkołaka? - Zapytał Daisuke z wyraźną troską w głosie.
A on znowu się martwi. Zupełnie niepotrzebnie. To on powinien bardziej uważać na siebie, nie na mnie. Zjedzenie sałatki raz na jakiś czas naprawdę mnie nie zabije, nie umrę też z głodu, wiem co jeść i ile aby nie cierpieć z głodu.
- Nie martw się. Nic mi się nie stanie, nie umrę od tego - Odparłem spokojnie, zajmując miejsce obok niego przy stole, dając mu przy tym krótki, uspokajający uśmiech. - Jedź, starałem się aby znajdowało się w niej wszystko co lubisz - Dodałem, uśmiechając się do niego łagodnie.
<Paniczu? C:>