Od Haru CD Daisuke

wtorek, 6 stycznia 2026

|
Czułem, że mojemu paniczowi robi się zimno, a to nie było dobre. Nie mogłem na to pozwolić. Musiałem mu jakoś pomóc, samo przytulenie mogło nie wystarczyć. Nie odczuwając temperatury w taki sposób jak ludzie, nie wiedziałem dokładnie, w jakiej pozycji teraz się znajduje, jak bardzo przenika go chłód i co jeszcze mógłbym zrobić, by poczuł się lepiej.
Moje ciało było gorące, jako wilkołak niemal nie znałem zimna. Byłem w stanie zaakceptować każdą temperaturę, znaleźć schronienie zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. On jednak… on potrzebował ciepła. Prawdziwego, kojącego. A w tym domu, cóż mogło go nie być wystarczająco. Wiedziałem, że będę musiał o niego zadbać, dać mu to, czego potrzebuje. Gdy tylko wrócimy do sypialni, zrobię wszystko, by porządnie go wygrzać, by znów poczuł się dobrze, niestety nie za pomocą seksu, babcia miała słuch idealny a ja zdając sobie z tego doskonale sprawę wolałem uniknąć krzywdzenia jej biednych uszu..
Moja babcia nie powiedziała już ani słowa. Jedynie delikatnie kiwała głową, uśmiechając się do nas ciepło i spokojnie. Bardzo podobało jej się to, jak razem wyglądaliśmy, czułem to wyraźnie, bez cienia udawania czy fałszu. Była zadowolona. A ja cieszyłem się, że wreszcie mam kogoś, kogo mogę kochać bez masek, bez kłamstw, bez oszukiwania samego siebie.
- Zimno ci? - Zapytałem w końcu, gdy wtulił się mocniej w moje ciało, jakby próbował ukryć się przed całym chłodem tego świata.
- Troszeczkę - Przyznał cicho.
Gdy tylko to usłyszałem, objąłem go jeszcze mocniej, nie pozwalając, by choć odrobina zimna mogła się do niego przedostać. Moje usta delikatnie dotknęły jego czoła, gest prosty, ale szczery. Chciałem w ten sposób pokazać mu, jak bardzo go szanuję i jak bardzo go kocham… bardziej niż własne życie, o czym już doskonale raczej wie.
- Chciałbyś się położyć? - Dopytałem, zerkając na niego uważnie. Nie chciałem, żeby udawał przede mną, że wszystko jest w porządku. Bałem się, że jednak zmarzł. Jeśli tylko by chciał, mógłbym zaprowadzić go do łóżka, nawet jeśli miałby tam być ten okropny kot. Ja sam mógłbym jeszcze posiedzieć z babcią i tak nie czułem potrzeby snu ani leżenia bezczynnie w łóżku. 
- Nie, Haru… nie jest tak źle. Przy tobie jest mi całkiem miło - Stwierdził spokojnie.
Nie przejmował się obecnością mojej babci, która i tak tylko uśmiechała się do nas ciepło, wyraźnie poruszona tym, co między nami było. W jej spojrzeniu nie było ani krzty osądu, tylko cicha radość i akceptacja naszej miłości.
No cóż, skoro nie chciał iść się położyć, pozwoliłem mu zostać przy mnie, przynajmniej do chwili, gdy faktycznie poczuje zmęczenie. Nie było powodu, by go ponaglać. Jego obecność była wystarczająca, cicha i kojąca.
Z babcią rozmawiałem jeszcze przez jakiś czas. Czasem rozmawialiśmy we dwoje, a czasem wszyscy razem, śmiejąc się, żartując, wspominając drobiazgi, które wypełniały dom zwyczajnością. Przez te chwile byliśmy po prostu normalną rodziną, bez napięcia, bez niedomówień. Taką, jaką widzi się rzadko, ale którą każdy chciałby mieć.
Nie było w tym nic dziwnego ani niewłaściwego, tylko miłość. Nawet jeśli dla innych mogłoby to wyglądać inaczej, nawet jeśli ktoś chciałby doszukiwać się „odchyleń” tylko dlatego, że kochaliśmy się, mimo że obaj byliśmy facetami. 

<Paniczu? C:> 

Etykiety