Od Haru CD Daisuke

czwartek, 29 stycznia 2026

|
 Niespecjalnie chciałem wychodzić na miasto. Szczerze mówiąc, nigdy tego nie lubiłem. W tych ulicach, między spojrzeniami obcych ludzi, zawsze czułem się jak ktoś napiętnowany. Tutaj mnie nienawidzą. Nie za to, kim jestem teraz, lecz za to, co zrobiłem kilkanaście lat temu.
Nikt mi tego nie wybaczył. W przypływie gniewu, w chwili całkowitej utraty kontroli nad własnym ciałem, nad umysłem, nad samym sobą, zabiłem moich rodziców, których tak bardzo kochałem. Zabiłem także mojego brata. Od tamtej pory każde spojrzenie, każdy szept, każda cisza przypominały mi o tym jednym momencie, który zniszczył wszystko. Ludzie nigdy nie próbowali zrozumieć. Nikt nie zapytał, co się wtedy wydarzyło. Dlaczego nie zapanowałem nad sobą. Co działo się w mojej głowie. Zamiast tego wszyscy wiedzieli lepiej. Oceniali. Wydawali wyroki szybciej, niż byli w stanie wysłuchać. I chyba właśnie dlatego tak bardzo boję się wychodzenia na zewnątrz, bo świat na zewnątrz już dawno mnie skazał.
Jedyną osobą, która nie nosi w sobie żalu, jest moja babcia. Paradoksalnie to ona straciła najwięcej, a mimo to daje mi ciepło, miłość i energię do przetrwania kolejnego dnia. Nawet wtedy, gdy ja sam katuję się myślami o przeszłości, ona potrafi spojrzeć na mnie z łagodnością, której nie potrafię znaleźć w sobie. Jej zrozumienie boli bardziej niż cudza nienawiść, bo wiem, jak wiele jej odebrałem.
 Nie wiem, czy towarzystwo mojego partnera coś zmieni. Daisuke potrafi spojrzeniem powiedzieć więcej niż inni słowami. Jego oczy umieją skrytykować, obnażyć, zmusić do konfrontacji, bez jednego dźwięku. A jednak to właśnie on stoi obok mnie.
To dziwne i niemal niewiarygodne, że ktoś taki jak on może mnie kochać. Może kocha mnie nie mimo mojej przeszłości, lecz razem z nią, wiedząc, że będzie ona zawsze częścią mojej codzienności. Moją najciemniejszą, a jednocześnie najbardziej nieodłączną przyszłością.
Kiwnąłem jedynie głową. Pomyślałem swoje, ale nic już nie powiedziałem. Spokojnie, bez zbędnego gadania, zabrałem się za jedzenie swojego posiłku. Muszę przyznać, że tego dnia byłem wyjątkowo głodny. Chyba po prostu potrzebowałem zjeść więcej, zapełnić ten uporczywy głód, który męczył mój biedny żołądek. Co jak co, ale czasem faktycznie jem zbyt mało. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, a mimo to zwykle ją omijam. Staram się o tym nie myśleć i jem tylko tyle, ile mogę.
Cóż… tak to już bywa, gdy nie jest się zbyt bogatym i trzeba liczyć każdą złotówkę, by móc zjeść cokolwiek. Nawet wtedy, gdy głód daje o sobie znać mocniej, niż chciałoby się przyznać.
 Najedzony i usatysfakcjonowany posiłkiem mimo, że były to jedynie zwyczajne kanapki, poczułem ulgę. Wypełniły mój żołądek dokładnie wtedy, gdy naprawdę tego potrzebowałem.
- Zrobię zaraz wam listę, poczekajcie chwilę - Odezwała się babcia, wstając od stołu. Na chwilę zniknęła w kuchni, zapewne po to, by spokojnie sporządzić swoją listę zakupów. Wypisze po kolei wszystko, co mamy kupić, a właściwie to, co ja kupię. Bo przecież mój panicz nie będzie nic kupował, on ma tylko być moim towarzyszem, nic poza tym.
A ja zrobię to jak najszybciej, jak tylko się da. Im szybciej, tym lepiej. Choćby po to, by uniknąć ludzi, którzy i tak powiedzą albo zrobią coś, co zaboli mnie gdzieś głęboko w środku.

<Paniczu? C:> 

Etykiety