Na słowa starszej kobiety delikatnie się zarumieniłem. Nie potrafiłem określić, dlaczego, było to dla mnie coś miłego, coś, czego nie spodziewałem się usłyszeć i na co nie wiedziałem, jak zareagować. W końcu, co to w ogóle znaczy; pasujecie do siebie? Wyglądowo zupełnie się różnimy. Rasowo przecież też nie współgramy. A charaktery? To jak ogień i woda. I gdzieś w tym wszystkim ta kobieta dostrzega w nas cechy wspólne... też chciałbym je widzieć. A może chodzi o to, że przeciwieństwa się przyciągają? To miałoby więcej sensu.
– Powiedziałbym, że się uzupełniamy, a nie pasujemy – odpowiedziałem spokojnie, grzecznie, wyciągając rękę w stronę kociaka. Ależ on był kochany, i milutki, i w ogóle najlepszy, jak każdy zwierzak. Miałem swojego rodzaju słabość do futrzaków, uwielbiałem je pomimo tego, że w domu rodzinnym nie miałem zwierząt. Żałowałem tego. Bardzo chciałbym mieć jakiegoś podopiecznego, nawet jeśli to wiązałoby się z tymi wszystkimi obowiązkami, jednakże moja babcia uważała coś zupełnie innego; że nie dam sobie rady, że to za dużo jak ja mnie, i czy córka od Watsonów nie jest słodka. Trochę szkoda, że w najbliższej przyszłości nie będę mógł jej powiedzieć o mnie i o Haru. Chciałbym jej akceptacji. Zawsze chcę. I zawsze spotykam się z odmową.
– I wyglądowo też wyglądacie cudownie. Jakbyście byli dla siebie stworzeni – dodała, a ja poczułem, jak moje policzki pokrywają się jeszcze większym rumieńcem. Wyglądamy? No nie wiem. On... on wygląda świetnie, w przeciwieństwie do mnie. Jego ciało jest idealne, twarz przystojna, z regularnymi rysami, niesamowitymi oczami, nietypowymi włosami, a ja? Czym się mogę pochwalić? Co mam niesamowitego w sobie? Moja sylwetka przy nim wyglądała naprawdę miernie. – Jak się poznaliście? Mój wnuk mi o tym nie pisał.
– Jesteśmy współlokatorami. I jakoś tak od słowa do słowa, przez pewne sytuacje doszło do tego, że jesteśmy razem. Najmilsze zaskoczenie w tym roku szkolnym. Cieszę się, że dobrali nas razem – przyznałem zgodnie z prawdą, pozwalając Racuchowi na zajęcie miejsca na moich kolanach. W końcu, gdyby nie to nie dowiedziałbym się, że został oskarżony o morderstwo. Nie broniłbym go. Nie świętowałbym z nim rozwiązania sprawy... i nie próbowałbym do niego dostrzec w pełnię. Gdyby nie wspólne mieszkanie, pewnie byśmy nie skończylibyśmy razem.
– Haru teraz kończy szkołę. Planujecie to ciągnąć ponadto? – zapytała bez ogródek, co mnie trochę zaskoczyło. Tak szczerego pytania się nie spodziewałem.
– Babciu... – rzucił ostrzegawczo Haru, chociaż dla mnie w ogóle niepotrzebnie. Po prostu musiałem chwilkę pomyśleć, by udzielić odpowiedzi.
– Bardzo bym chciał. Kocham Haru, i nie chcę końca tego związku. Wiem, że między nami szykuje się trudny czas, dopóki nie osiągnę pełnoletności, ale kiedy już wytrwamy do tego momentu, nic nie będzie w stanie nas powstrzymać – odparłem lekko to, co myślałem, drapiąc pod bródką to urocze stworzenie. Nie ukrywałem tego przed Haru więc czemu bym miał ukrywać to przed jego babcią? Jej chyba mogę takie rzeczy mówić. Nie potępi mnie, w przeciwieństwie do mojej opiekunki, a przynajmniej taką miałem nadzieję. Odczuwałem wrażenie, że mogę się jej zwierzyć... chyba, że chodzi o jedzenie. W tym temacie czuję, że nie mam za wiele do gadania, chociażbym bardzo chciał.
<Wilczku? c:>