To było kochane z jego strony, ale... ale czy ja później będę gotowy? Czy ja w końcu przyzwyczaję się do tego wycisku? Nawet nie wiem, kiedy mi przypada jakiś dzień wolnego, i boję się w ogóle o to spytać, bojąc się, że usłyszę rzeczy w stylu, że jestem leniwy i tylko o wolnym myślę, tylko w gorszych słowach. Podejrzewam, że wtedy, kiedy on sobie zrobi wolne, bo nie da mi samowolki w jego ukochanej kuźni, ale... kiedy to nastąpi? Nie mam pojęcia. Odkąd tu jesteśmy mam wrażenie, że co rusz byliśmy w miasteczku, słyszałem młot uderzający o kowadło. On w ogóle się męczy? Smoki mogą się męczyć?
– Mam trochę siły, i chciałbym ją wykorzystać na spędzenie czasu z tobą – powiedziałem, uśmiechając się delikatnie. Byłem mu wdzięczny za jego słowa, ale i tak chciałem zrobić coś dla niego. By poczuł się zaopiekowany, nie taki pominięty. – To nie tak, że się zmuszam... no, może odrobinkę, ale chcę spędzić z tobą czas. Kiedy jestem świadomy. Kiedy mogę na ciebie patrzeć, rozmawiać, słuchać twojego głosu... tęsknię za tobą, wiesz?
– Wiem. Ja za tobą też – przyznał, a ja poczułem, jak w środku rozlewa się ciepło. Też za mną tęskni... więc to odwzajemnione uczucie. Cieszyło mnie to. Przez chwilę bałem się, że może trochę przesadzam, ale nie, on czuł to samo, więc nie mogłem przesadzać, bo Miki na pewno jest bardziej ogarnięty niż ja i nie pozwoliłby sobie na takie przesadzanie z emocjami. – Jeżeli naprawdę czujesz się na siłach, możemy się przejść na krótki spacer. Może do tego miejsca, które mi pokazałeś, kiedy pierwszy raz się tu znaleźliśmy? Jest tam ładnie, przytulnie, cicho... – zaproponował, a ja uśmiechnąłem się nieco szerzej. To miejsce się mu podobało... cieszyło mnie to, bardzo. Nie wiemy skąd znałem to miejsce, co lub kto mnie tam poprowadził, ale cieszyłem się, że je znalazłem, że mu je pokazałem, i że się mu podoba. Więcej nie potrzebowałem do szczęścia.
– W porządku, możemy tam iść, też je lubię, chociaż nie mam pojęcia, skąd je znam – powiedziałem w nieco lepszym humorze, popijając ciepłą herbatę, z cukrem, i cytryną, i pomarańczą... jaka ona była dobra. Pierwszy raz piłem tak dobrą herbatę. A może to też dlatego, że potrzebowałem właśnie czegoś do picia? Strasznie mi się po tej pracy pić chce, chociażby zwykłej wody. Na jedzenie za bardzo nie mam czasu, ale na wzięcia łyka czy dwóch pomiędzy kuciem mam czas... ale to zdecydowanie za mało dla mojego organizmu. Mojemu organizmowi to ostatnio wszystkiego za mało. Za mało snu, jedzenia, picia, obecności Mikleo... kiedy ten organizm się w końcu ogarnie?
– Nie masz jeszcze takiego wrażenia, że już tu byłeś? – dopytał zaciekawiony.
– Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. Nie miałem czasu. Czasem... czasem wiem, gdzie iść mimo, że przecież nie znamy jeszcze tego miasteczka. Jakby tu się nic od lat nie zmieniało – wyznałem, patrząc na swoje dłonie. Mimo, że Miki doskonale się zajął moimi ranami, blizny po oparzeniach zostały.
– Może jak będziesz miał wolne, zajrzymy raz do biblioteki, i podpytamy trochę bibliotekarkę? Wydawała się nas lubić, i może byłaby w stanie powiedzieć coś więcej – zaproponował, na co delikatnie się zawahałem.
– No tak... Ale nie wiem, kiedy będę miał wolne – przyznałem cicho, niepewnie, nie wiedząc, jak on to przyjmie. – Zresztą, to teraz nie jest taki ważne... ważny jest spacer. Idziemy? – spytałem, całkowicie zmieniając temat. Już chciałem się całkowicie skupić na nim, nie tylko na mnie. Ja tam nie jestem jakiś ważny, to on, mój Miki, który daje mi siłę każdego dnia, powinien mieć całą moją uwagę, z którą z chęcią mu dam.
<Owieczko? c:>