Czy miałem wszystko? Czy byłem gotowy? Nie mam pojęcia, ale też nie miałem wyjścia. Kiwnąłem głową i już po chwili chwyciłem za torbę, by móc opuścić pokój. Dam radę... nie mam wyjścia. Byleby tylko dobrze wypaść. Byleby jego babcia naprawdę mnie polubiła.
Kiedy tylko opuściliśmy i zamknęliśmy pokój, Haru od razu skierował nas na tył akademii, gdzie znajdował się plac z portalami do różnych miejsc w naszym świecie. Chwycił moją rękę i poprowadził mnie w stronę tego, który miał nas zabrać do jego rodzinnego otoczenia.
Wystarczyła chwila, i już nie otaczały mnie mury akademii. Patrzyłem na urokliwe miasteczko, wybudowane w bardzo... cóż, zacofanym stylu. Zapomniałem, że gdzieniegdzie ludzie się jeszcze tak budują. Przywykłem, że po przejściu przez portal widzę wysokie, nowoczesne budynki z mnóstwem okien, słyszę i czuję charakterystyczne brzęczenie magii w najmniejszym obiekcie.
A tu?
Panowała taka dziwna cisza. Owszem, mogłem usłyszeć ludzi rozmawiających na rynku, szum pozostałych kości w koronach drzew... Ale zero magii. Wszystko to zostało zbudowane za pomocą ludzkiej siły, czy może bardziej wilkołaczej.
– Chodź. My mieszkamy trochę bardziej na uboczu – powiedział, prowadząc mnie w tylko sobie dobrze znaną stronę. – Nie przepadam za miasteczkiem... i ludzie też za bardzo mnie tu nie lubią – wyjaśnił z zakłopotaniem, na co pokiwałem głową, chociaż wydało mi się to dziwne. Nie przepadać za nim? Przecież to najbardziej synaptyczna istota, jaką poznałem. Pewnie ma to związek z tym wypadkiem, który wydarzył się kilka lat temu. Zapominają, że on w tym wszystkim tak samo jest ofiarą, nie winowajcą. – Ale jeżeli będziesz chciał, mogę cię później po nim oprowadzić.
– Nie ma takiej potrzeby – odpowiedziałem miękko. Nie chciałem go stresować jeszcze bardziej. Zresztą, przyjechaliśmy tutaj tylko do jego babci, a nie na zwiedzanie okolicy, która go nie akceptuje.
Mimo to rozglądałem się uważnie dookoła, z uwagą obserwując każdy domek, znakz drzewo, nie mogąc uwierzyć, że jestem w tak zacofanym miejscu. Jak tu w ogóle można żyć? Ja bym chyba oszalał, jakbym się tu miał przeprowadzić. Na jakiś czas taki reset jest potrzebny, owszem... ale tak na zawsze? Oj nie, to nie dla mnie.
Wkrótce dotarliśmy do małej chatki za miastem, skrytej pomiędzy drzewami. Haru pewnie ruszył w jej stronę, wchodząc do środka bez żadnego pukania i czekania na otworzenie. A ja? Cóż, nie miałem wyjścia, musiałem iść za nim.
– Babciu, już jesteśmy! – zawołał na wejściu, zamykając za mną drzwi. – Połóż torbę, zaraz ją zaniosę do pokoju. Śmiało, nie wstydź się – zawołał do mnie, a ja mimo wszystko poczułem jakiś taki lekki paraliż.
Ale zrobiłem, jak kazał. Położyłem torbę na podłodze, uprzednio wyjmując z niej drobny prezencik dla jego babci, a później zdjąłem z siebie kurtkę, szalik, buty. Kiedy jego babcia pojawiła się w progu sieni, co zauważyłem kątem oka, zamarłem jeszcze bardziej. Co ja powinienem powiedzieć, dając jej ten prezent? Bo coś powinienem, a w ogóle tego nie przemyślałem.
– W porządku? – usłyszałem obok siebie głos mojego chłopaka, na co pokiwałem głową, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani słowa... a powinienem. W końcu, wszystko zależało od właśnie tej chwili.
– Dzień dobry – powiedziałem trochę niepewnie w stronę kobiety, czując na sobie jej spojrzenie, co już samo w sobie było stresujące.
<Wilczku? c:>