Wyczułem, że nie chciał zostawać sam, i się nie dziwiłem. Nie potrzebował w końcu wiele, tylko mojego towarzystwa, chwili zainteresowania, którą to mogłem poświęcić tylko jemu... a nawet na to nie miałem sił. Nie, muszę to zmienić. Nie może wyglądać to tak, że idę do pracy, wracam spać i wstaję, by znów robić ostrza, podkowy i inne proste narzędzia. Nie mogę zaniedbywać związku. Muszę znaleźć siły, by spędzić z nim czas. Tego ode mnie chce. Tego oczekuje. I ja mu to dam.
– Pójdziemy nad jezioro. Tylko zjem, i się napiję. Rany, jak ja strasznie głodny jestem – powiedziałem, podchodząc do stołu.
Wczoraj zjadłem śniadanie i kanapki, dzisiaj zjadłem śniadanie i zaraz kanapki... zjadłbym coś porządnego. Coś na ciepło. Jakiś obiad... o, takie kotleciki jajeczne na przykład. No ale nie chciałem, by te kanapki się zmarnowały, a nie dam rady zjeść i kanapek, i obiadu. Zresztą, nie miałbym serca teraz prosić Mikleo o przygotowanie mi posiłku, ja sam nie miałem siły stać przy garach... nie, kanapki są bardzo dobre, i kanapki mi wystarczą. Są przepyszne, chociaż to nie jest ten ciepły posiłek, które mogą tak trochę pragnąłem.
– Przygotuję ci herbaty – stwierdził, nie komentując mojego postanowienia. Pewnie stwierdził, że po jedzeniu się położę i zasnę... ale nie. Ja będę się uparcie trzymał swojego. Może nie będzie to intensywny dzień dla niego, ale poświęcę mu resztkę mojej uwagi i energii, które zostały mi po pracy.
– Dziękuję – powiedziałem, wyjmując jedzenie z opakowania.
– Jesteś pewien, że nie zrobić ci na szybko jakiegoś obiadu? Może bym ci makaron przygotował z sosem, i warzywami? Z jakimś tofu, czy czymś takim? – zaproponował, na co pokręciłem przecząco głową.
– Nie, nie. Kanapki nie mogą się zmarnować – stwierdziłem, zasiadając do jedzenia. Oczywiście, że były z czymś innym niż wczoraj. Miki dbał o takie szczegóły, i dlatego też ja musiałem zadbać o niego. Spacer, rozmowa, miłe spędzenie czasu przede wszystkim. Chciałbym trochę zapomnieć o tym, co działo się w pracy. A właśnie taki czas z moim Mikim mi na to pozwoli. Zresztą, to też nie tak, że się do tego zmuszałem. Chciałem spędzić z nim czas. Brakowało mi go. Jego rozmów, zapachu, tego charakterystycznego chłodu skóry. Potrzebowałem jego obecności i bliskości jak powietrza, nawet w takich prostych czynnościach. A może zwłaszcza przy takich czynnościach?
– To dla mnie żaden problem zrobić ci coś jeszcze – stwierdził, podając mi kubek z ciepłą herbatą.
– A dla mnie żaden problem zjeść kanapki. I spędzić z tobą czas. Strasznie się za tobą stęskniłem – przyznałem, chwytając jego dłoń i całując jej wierzch. Tak mi go ostatnio mało... A przecież to drugi dzień pracy. Co ja powiem po tygodniu? O ile w ogóle tyle przeżyję tam.
<Owieczko? c:>